
„Nigdy tego widoku nie zapomnę” -Nowe informacje po tragedii w Ustce. Sąsiadka ujawnia wstrząsające szczegóły
To, co wydarzyło się w jednym z bloków w Ustce, poruszyło nie tylko mieszkańców miasta, ale i całą Polskę. Rodzinny dramat z udziałem funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa zakończył się śmiercią małego dziecka i ciężkimi obrażeniami kilku osób. Z każdym kolejnym dniem na jaw wychodzą nowe, wstrząsające szczegóły, które rzucają światło na przebieg tragedii oraz jej konsekwencje.
Atak funkcjonariusza SOP w Ustce
Do dramatu doszło w poniedziałkowy wieczór. W jednym z wynajmowanych mieszkań doszło do nagłego i brutalnego ataku nożem, którego sprawcą był 44-letni mężczyzna – prywatnie ojciec i mąż, zawodowo funkcjonariusz SOP. W ciągu kilku minut dom zamienił się w scenę grozy.
Ofiarami ataku byli najbliżsi członkowie rodziny. Czteroletnia dziewczynka nie przeżyła, mimo długiej walki o jej życie. Pozostałe osoby odniosły poważne obrażenia i zostały przewiezione do szpitali w regionie.
Czteroletniej dziewczynki mimo długiej reanimacji nie udało się uratować — przekazał oficer prasowy słupskiej policji podkom. Jakub Bagińsk
Stan poszkodowanych. Najnowsze informacje o tragedii w Ustace
Lekarze od pierwszych chwil walczyli o życie rannych. Wiadomo już, że jedno z dzieci nie odniosło poważnych obrażeń i zostało wypisane ze szpitala. Stan pozostałych poszkodowanych był i nadal jest przedmiotem intensywnej opieki medycznej.
Starsza kobieta jest na chirurgii w stanie stabilnym. Młodsza jest w stanie ciężkim — poinformował rzecznik prasowy słupskiego szpitala Marcin Prusak.
Teść sprawcy trafił do szpitala w Sławnie, natomiast żona, teściowa oraz dziecko zostali przetransportowani do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku.
Co dalej z funkcjonariuszem SOP? Zapadła kluczowa decyzja
Sprawca ataku również odniósł obrażenia i przebywa obecnie pod opieką lekarzy, jednocześnie pozostając pod nadzorem policji. Równolegle do śledztwa prokuratury ruszyły procedury wewnętrzne w Służbie Ochrony Państwa.
Musimy zgromadzić wszystkie dokumenty z policji i prokuratury, przeanalizować je i wtedy zostanie uruchomiona procedura, a mężczyzna wydalony ze służby, najprawdopodobniej dyscyplinarnie — przekazał PAP rzecznik prasowy SOP płk Bogusław Piórkowski
SOP potwierdziła, że funkcjonariusz miał ważne badania, w tym psychologiczne, a w chwili tragedii przebywał na urlopie. Formacja zadeklarowała także wsparcie psychologiczne dla rodziny ofiar oraz swoich funkcjonariuszy.
Relacja sąsiadki: „Nigdy tego widoku nie zapomnę”
Jednym z najbardziej poruszających elementów tej sprawy są relacje świadków. Pani Julia, mieszkanka tej samej klatki schodowej, w rozmowie z Faktem opisała dramatyczne chwile, które rozegrały się tuż za jej drzwiami.
To było ok. godz. 21.30, usłyszeliśmy krzyki, mój mąż szybko się ubrał i pobiegł do góry. To działo się na naszej klatce, piętro wyżej. Ludzie wołali o pomoc, krzyczeli, że ten człowiek ma nóż, że dźga, że są dzieci.
Jej mąż próbował interweniować, ryzykując własne życie.
Mąż wziął wazon i rozbił go na głowie tego mężczyzny, ale nic to nie dało.
Kiedy sytuacja wymknęła się spod kontroli, małżeństwo wezwało policję, jednak dramat jeszcze się nie skończył.
Ten napastnik już wtedy zamknął się w pokoju z tą dziewczynką.
Najbardziej poruszające były chwile reanimacji dziecka.
Ta dziewczynka. Boże, prawie godzinę ją reanimowali u nas pod drzwiami. Nigdy tego widoku nie zapomnę.
Jak relacjonują sąsiedzi, rodzina nie była stałymi mieszkańcami Ustki. Przyjechała do miasta na ferie i wynajęła mieszkanie w bloku przy ul. Bałtyckiej. Nic nie zapowiadało tragedii.
źródło zdjęć: Canva






