„Ołowiane dzieci” pod falą krytyki. Rodzina prawdziwej bohaterki zabiera głos

„Ołowiane dzieci” pod falą krytyki. Rodzina prawdziwej bohaterki zabiera głos

Miniserial „Ołowiane dzieci” w reżyserii Macieja Pieprzycy szybko stał się jednym z najchętniej oglądanych tytułów na Netfliksie. Produkcja inspirowana wydarzeniami z lat 70. XX wieku porusza temat zatrucia ołowiem wśród dzieci z katowickich Szopienic i prób tuszowania sprawy przed wizytą Leonida Breżniewa w Polsce.

Choć serial zdobył dużą popularność i przyciągnął uwagę widzów, nie obyło się bez głosów krytyki. Jeden z nich pochodzi od osoby szczególnie związanej z przedstawioną historią.

Spór o sposób przedstawienia prawdziwej postaci

Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, publicznie wyraził swoje niezadowolenie z tego, jak w serialu sportretowano wątek inspirowany działalnością jego babci. W mediach społecznościowych ocenił produkcję jako „niesprawiedliwą” i „krzywdzącą” wobec jej dorobku.

Prof. Hager-Małecka w 1974 roku współpracowała z lekarką Jolantą Wadowską-Król przy organizowaniu pomocy dla dzieci zatrutych ołowiem. To m.in. dzięki ich staraniom udało się doprowadzić do leczenia najmłodszych pacjentów oraz zorganizować wyjazdy do sanatoriów w Rabce i Kubalonce. W serialu jej odpowiednikiem jest postać prof. Krystyny Berger, w którą wcieliła się Agata Kulesza.

Zdaniem wnuka zmiana imienia oraz sposób poprowadzenia wątku sprawiły, że realny wkład jego babci w działania medyczne i organizacyjne został pomniejszony.

Historyczne tło opowieści

„Ołowiane dzieci” bazują na książce Michała Jędryki i przypominają o jednym z mniej znanych epizodów z czasów PRL. W latach 70. w rejonie hut i zakładów przemysłowych na Górnym Śląsku doszło do masowych zatruć ołowiem wśród dzieci.

Władze obawiały się skandalu wizerunkowego przed planowaną wizytą sekretarza generalnego KC KPZR. Według twórców serialu lokalni urzędnicy starali się minimalizować skalę problemu i ograniczać przepływ informacji. Na tym tle pokazano determinację lekarzy, którzy podejmowali ryzyko, by zapewnić pomoc chorym dzieciom.

Główną bohaterkę – wzorowaną na Jolancie Wadowskiej-Król – zagrała Joanna Kulig. W obsadzie znaleźli się także m.in. Kinga Preis, Agata Kulesza, Marian Dziędziel, Zbigniew Zamachowski, Sebastian Pawlak i Marcin Bosak.

Granica między inspiracją a wiernym odwzorowaniem

Produkcje oparte na faktach często wywołują dyskusje dotyczące wierności historycznej. Twórcy zazwyczaj podkreślają, że korzystają z inspiracji prawdziwymi wydarzeniami, jednocześnie dopuszczając zmiany dramaturgiczne i fikcyjne elementy.

W przypadku „Ołowianych dzieci” właśnie ta artystyczna swoboda stała się źródłem sporu. Stanisław Torbus zwrócił uwagę, że jego babcia odegrała kluczową rolę w organizacji działań medycznych, m.in. przekształcając klinikę w Zabrzu w centrum koordynujące leczenie. W jego ocenie serial nie oddaje w pełni znaczenia jej wkładu.

ZOBACZ TAKŻE: Oscary 2026 coraz bliżej. Sprawdź, gdzie obejrzysz nominowane filmy

Dyskusja wokół pamięci historycznej

Głos wnuka prof. Hager-Małeckiej wpisuje się w szerszą debatę o odpowiedzialności twórców za przedstawianie prawdziwych postaci. Dla rodzin bohaterów takie produkcje nie są jedynie dziełami artystycznymi, lecz częścią pamięci o bliskich i ich dokonaniach.

„Ołowiane dzieci” pozostają jednym z najgłośniejszych polskich seriali ostatnich miesięcy. Jednocześnie wywołana przez nie dyskusja pokazuje, że ekranowe interpretacje historii mogą budzić emocje nie tylko wśród widzów, ale także wśród tych, których dotyczą bezpośrednio.

źrodło zdjęcia: Youtube