
Brenda Fricker, wybitna irlandzka aktorka i laureatka Oscara, zmarła w wieku 81 lat. Choć na swoim koncie miała dziesiątki ról filmowych i telewizyjnych, dla wielu widzów na całym świecie na zawsze pozostanie Panią od Gołębi z kultowego filmu „Kevin sam w Nowym Jorku”. Jej talent, niezwykła wrażliwość i charakterystyczna ekranowa charyzma sprawiły, że zapisała się na stałe w historii kina.
Kim była Brenda Fricker?
Brenda Fricker rozpoczęła swoją zawodową drogę od występów w teatrze i telewizji, a zanim całkowicie poświęciła się aktorstwu, pracowała również jako dziennikarka. Międzynarodową sławę przyniosła jej rola w filmie „Moja lewa stopa”, za którą w 1990 roku otrzymała Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Tym samym została pierwszą Irlandką wyróżnioną tą prestiżową nagrodą.
Ogromną sympatię widzów zdobyła także dzięki roli samotnej kobiety mieszkającej w nowojorskim Central Parku w filmie „Kevin sam w Nowym Jorku”, gdzie zaprzyjaźniła się z Kevinem McCallisterem. Jej postać do dziś uznawana jest za jedną z najbardziej wzruszających w całej serii.

Nie żyje Brenda Fricker
17 lipca media poinformowały o śmierci Brendy Fricker. Smutną wiadomość potwierdził jej agent Phil Belfield, który w poruszających słowach pożegnał aktorkę.
Już nigdy nie zobaczymy jej takiej, a świat straci na wartości z powodu jej braku. To zaszczyt, że mogłem ją poznać, kochać i pracować z nią. Zawsze będzie miała specjalne miejsce w moim sercu oraz sercach fanów z całego świata – przekazał, cytowany przez BBC.
Życie pełne sukcesów, ale także cierpienia
Choć osiągnęła ogromny sukces zawodowy, jej życie prywatne nie było łatwe. Już jako dziecko doświadczyła traumatycznych wydarzeń, a w wieku nastoletnim przez dwa lata była przykuta do szpitalnego łóżka po poważnym wypadku rowerowym.
W kolejnych latach zmagała się również z depresją, a śmierć męża, Barry’ego Daviesa, jeszcze bardziej pogłębiła jej samotność. Ostatnie lata spędzała w swoim domu w Dublinie, prowadząc spokojne, odosobnione życie.
Pod koniec ubiegłego roku w rozmowie z „The Guardian” przyznała, że jej stan zdrowia wyraźnie się pogorszył.
Brakuje mi tchu od samego mówienia. Nigdy w życiu nie czułam takiego zmęczenia. Czy kiedykolwiek jeszcze wstanę? – mówiła.
W tym samym wywiadzie wyznała również, że każdego dnia zmaga się z bólem, dodając jednak z charakterystycznym dla siebie humorem, że być może dożyje nawet stu lat.
Śmierć Brendy Fricker to ogromna strata dla świata filmu. Pozostawiła po sobie role, które na zawsze zapisały się w historii kina i w pamięci milionów widzów.






