
Zagraniczne recenzje Lalki pojawiły się w sieci zaraz po premierze serialu na Netflixie. Krytycy porównują polską produkcję do Bridgertonów i chwalą jej rozmach. Jeden zarzut wraca jednak w kilku tekstach naraz.
Netflix udostępnił wszystkie sześć odcinków 16 września 2026 roku. Za kamerą stanął Paweł Maślona. Scenariusz napisał razem z Pawłem Demirskim i Jagodą Dutkiewicz. W Stanisława Wokulskiego wciela się Tomasz Schuchardt, a Izabelę Łęcką gra Sandra Drzymalska. Zagraniczne serwisy wzięły serial na warsztat od razu.
Zagraniczne recenzje Lalki mówią o prestiżowym dramacie
Florian Etcheverry z serwisu What’s on Netflix uznał, że produkcja „spełnia i przewyższa ona oczekiwania wobec tego, jak powinien wyglądać prestiżowy dramat Netflixa”. Jego zdaniem polska opowieść bez trudu plasuje się w czołówce tegorocznych europejskich produkcji oryginalnych platformy. Poprzeczka wisi wysoko.
Zachwycająca rozmachem i wręcz hipnotyzująca opowieść o walce o wpływy oraz wzlotach i upadkach towarzyszących drodze młodej kobiety do wyzwolenia w XIX-wiecznej Polsce
– czytamy w recenzji.
Zagraniczni krytycy chwalą Drzymalską i Schuchardta
Md Imran z serwisu K-waves and Beyond wyróżnił przede wszystkim obsadę. Docenił nieprzewidywalność Drzymalskiej. Schuchardtowi przypisał niebywałą umiejętność wprawiania widza w dyskomfort. Najbardziej zajęła go jednak Izabela.
Izabela również nie jest postacią jednoznaczną; bywa samolubna, złośliwa i silnie przywiązana do podziałów klasowych, czego dowodem są jej słowa do Wokulskiego, że pieniądze nigdy nie zrównają go z arystokracją.
– ocenił recenzent.
Zdaniem krytyka to właśnie ta sprzeczność czyni bohaterkę fascynującą. Wokulski wypada u niego równie niejednoznacznie. Jego uczucie jest prawdziwe, ale zachowanie bywa niezręczne.
Powolne tempo to najczęstszy zarzut wobec Lalki
Zagraniczne recenzje nie są jednak bezkrytyczne. Imran zauważył, że twórcy nie zdecydowali, która historia ma grać pierwsze skrzypce. Romans rywalizuje o uwagę widza ze śledztwem w sprawie podpalenia. Bywa też zbyt dosłownie.
Chwilami dialogi czynią społeczne konflikty nieco zbyt oczywistymi, zamiast pozwolić, by to zachowanie bohaterów mówiło samo za siebie
– podsumował.
Joel Keller z serwisu Decider narzekał z kolei na tempo. Docenił przy tym nieszablonowość opowieści. Jego zdaniem serial oferuje widzom znacznie więcej niż typowe dramaty kostiumowe.
Jednak scenarzyści zdecydowanie zbyt długo każą czekać na to, by akcja nabrała rumieńców i stała się naprawdę interesująca.
– napisał Keller.
Przypomnijmy, że zdjęcia do serialu ruszyły 1 lipca 2025 roku. Pierwsze materiały promocyjne Netflix pokazał na początku 2026 roku. Wtedy pisaliśmy o nowej odsłonie Wokulskiego i Łęckiej. Jeszcze przed premierą opisywaliśmy zachwyt New York Timesa nad powieścią Prusa. Amerykański dziennik wróżył polskiej adaptacji światową karierę.
źródło zdjęć; YT






