
Wyższa emerytura za dzieci nie przychodzi sama. ZUS dolicza lata opieki do stażu pracy oraz do kapitału początkowego, tylko że rodzicom dzieci urodzonych przed 1999 rokiem nie robi tego z urzędu. Potrzebny jest wniosek i komplet starych papierów. Bez nich Zakład policzy świadczenie tak, jakby tych lat w ogóle nie było.
Zakład Ubezpieczeń Społecznych przypomina, że przerwa w pracy na opiekę nad dzieckiem nie musi oznaczać głodowego świadczenia. Urlopy macierzyńskie, rodzicielskie oraz wychowawcze podnoszą przyszłą emeryturę. Warunek jest jeden. Trzeba je wykazać.
Wyższa emerytura za dzieci zależy od daty ich urodzenia
Cezurą jest 1 stycznia 1999 roku, kiedy weszła w życie wielka reforma systemu emerytalnego. To ona zmieniła zasady naliczania świadczeń. Od tej daty zależy, czy rodzic musi cokolwiek robić.
Rodzice dzieci urodzonych wcześniej muszą zadziałać sami. Informacje o ówczesnych urlopach wychowawczych zapisywano wyłącznie w papierowych aktach zakładów pracy i nigdy nie trafiły do elektronicznych systemów Zakładu. Cyfrowego śladu po nich nie ma.
Przy dzieciach urodzonych po 1998 roku jest prościej. Za rodzica na urlopie macierzyńskim czy wychowawczym składki finansuje budżet państwa, a pracodawca zgłasza te okresy elektronicznie co miesiąc. Dodatkowych papierów zwykle składać nie trzeba.
Jest jednak wyjątek. Kto przed porodem nie miał etatu, bo prowadził firmę, studiował, pracował na umowach o dzieło albo pozostawał bez pracy, powinien zajrzeć na swoje konto w ZUS. Czasem konieczny okazuje się wniosek o objęcie ubezpieczeniem z tytułu opieki nad dzieckiem.
Bez tych dokumentów Zakład nie doliczy ani miesiąca
Rodzice, którzy wychowywali dzieci przed 1999 rokiem, składają wniosek o ustalenie albo przeliczenie kapitału początkowego. Służą do tego dwa druki, ZUS-KP-1 oraz ZUS ERP-6. Drugi z nich to informacja o okresach składkowych i nieskładkowych.
Do wniosku trzeba dołączyć skrócone akty urodzenia dzieci. Potrzebne są też zaświadczenia od pracodawców lub świadectwa pracy z dokładnymi datami urlopów. Firma zdążyła upaść? Dowodem bywa wtedy wpis w starej, zielonej książeczce ubezpieczeniowej.
Bez tego kompletu Zakład wyliczy emeryturę tak, jakby lata spędzone z małym dzieckiem nigdy się nie wydarzyły. Dla setek tysięcy osób ze starszych roczników to realna strata w comiesięcznym przelewie. Stawka jest więc konkretna.
Trzy lata na jedno dziecko, sześć na wszystkie
Urlop macierzyński, rodzicielski oraz ojcowski to pełne okresy składkowe. Składki idą od kwoty zasiłku macierzyńskiego, więc ten czas liczy się na równi ze zwykłą pracą. Tu nic nie przepada.
Z urlopem wychowawczym sprzed 1999 roku jest inaczej, choć nadal korzystnie. Formalnie był okresem nieskładkowym, ale ZUS stosuje do niego przelicznik 1,3 procent podstawy wymiaru za każdy rok. Za pozostałe okresy nieskładkowe dolicza 0,7 procent. Różnica jest spora.
Doliczyć można maksymalnie 3 lata urlopu wychowawczego na jedno dziecko. Łącznie na wszystkie dzieci przepisy dają nie więcej niż 6 lat. Wyjątek dotyczy rodziców dzieci, które ze względu na stan zdrowia wymagały szczególnej opieki. Tym przysługują dodatkowe 3 lata.
Przypomnijmy, że przepisy emerytalne nie patrzą na płeć. Ojciec, który faktycznie przebywał na urlopie wychowawczym, ma takie samo prawo do podwyższenia kapitału początkowego. Liczy się wyłącznie to, kto rzeczywiście sprawował opiekę nad dzieckiem.
Obowiązuje przy tym jedna twarda zasada. Tego samego czasu nie da się policzyć dwa razy. Kiedy rodzice zajmowali się dzieckiem równocześnie, wyższą emeryturę dostanie tylko jedno z nich. Gdy dzielili się opieką, Zakład rozdzieli miesiące między ich konta.






