
Przy zakupie majtek patrzymy na fason, rozmiar i cenę. O tym, co zostało w materiale po farbowaniu, myśli mało kto. Eksperci w programie „Dzień Dobry TVN” wyjaśnili, skąd biorą się szkodliwe substancje w bieliźnie i która para jest najbezpieczniejsza. Kluczem okazał się kolor.
Bielizna dotyka skóry przez kilkanaście godzin dziennie, bez żadnej warstwy pośredniej. O drodze, jaką materiał przeszedł, zanim trafił na sklepową półkę, myślimy przy zakupie najrzadziej. A to właśnie tam zaczyna się problem.
Szkodliwe substancje w bieliźnie biorą się z produkcji, nie ze sklepu
Przy produkcji tekstyliów używa się barwników, środków utrwalających kolor i preparatów zapobiegających gnieceniu. Dochodzą do tego substancje stosowane przy nadrukach. Nie każdy komplet jest przez to groźny. Część związków zostaje jednak w gotowym wyrobie.
Europejska Agencja Chemikaliów wskazuje, że niektóre substancje obecne w gotowych wyrobach włókienniczych mogą uczulać przy kontakcie ze skórą. Wymienia między innymi formaldehyd oraz związki chromu, niklu i kobaltu. Najostrożniejsze powinny być osoby z alergiami, atopowym zapaleniem skóry albo skłonnością do podrażnień. To grupa najbardziej narażona.
Na pochodzenie materiału zwracał uwagę Michał Puchalski, profesor Politechniki Łódzkiej z Wydziału Włókiennictwa i Wzornictwa. Przy wyrobach spoza Unii Europejskiej w grę wchodzą kadm, chrom, ołów i formaldehyd. Producent z drugiego końca świata nie musi trzymać się unijnych limitów. Liczy się kraj pochodzenia.
Najbezpieczniejsze majtki są białe i pozbawione nadruku
Jakie majtki będą najbezpieczniejsze? Białe, bez żadnych nadruków. Dziennikarka Małgorzata Świgoń, autorka poradników, tłumaczyła to bardzo prosto.
Do ciemnych, zwłaszcza granatowych i czerwonych, stosuje się barwniki, które nie wiadomo, co tak naprawdę w sobie zawierają
– wyjaśniła Małgorzata Świgoń.
Drugą pozycją na liście ostrzeżeń są duże gumowane nadruki i sztywne aplikacje. Puchalski porównał taki plastik do folii noszonej na skórze, bo materiał przestaje w tym miejscu oddychać. Pranie tego nie naprawi. Raz naniesiona powłoka zostaje w tkaninie na stałe.
Nie znaczy to, że każdy wyrazisty wzór trzeba odłożyć na półkę. Bielizna noszona przez wiele godzin ma być przede wszystkim wygodna, przewiewna i dobrze tolerowana przez skórę. Reszta jest kwestią rozsądku.
Certyfikat na metce mówi więcej niż nazwa marki
Przed kasą zostaje ostatnia rzecz do sprawdzenia. Na metce szuka się nazwy producenta, kraju pochodzenia oraz oznaczeń jakości. Certyfikat GOTS oznacza bawełnę organiczną, uprawianą bez pestycydów. Znak OEKO-TEX potwierdza z kolei, że do barwienia nie użyto barwników z metalami ciężkimi. Warto ich poszukać.
W tym drugim systemie obowiązują twarde liczby. Dla odzieży dziecięcej dopuszczalna zawartość formaldehydu wynosi 16 miligramów na kilogram materiału. Dla wyrobów mających bezpośredni kontakt ze skórą limit sięga 75 miligramów.
Nowa bielizna nie powinna trafić na ciało prosto z opakowania. Świgoń radzi namoczyć ją na dwie albo trzy godziny, a potem przeprać ręcznie dwa razy i dwa razy wypłukać, najlepiej w płatkach mydlanych albo w mydle w płynie zamiast zwykłego proszku. Gdy po założeniu pojawi się podrażnienie, kompletu nie zakłada się ponownie. Utrzymujące się objawy to sygnał do wizyty u lekarza.
Przypomnijmy, że rozmowa z naukowcem i dziennikarką trafiła do sieci 7 września. Formaldehyd wrócił zresztą niedawno do unijnych przepisów. Od 6 sierpnia 2026 roku obowiązują ostrzejsze limity emisji formaldehydu z wyrobów, wprowadzone rozporządzeniem Komisji Europejskiej z 14 lipca 2023 roku. Dla mebli i wyrobów drewnopochodnych to 0,062 miligrama na metr sześcienny, dla pozostałych artykułów 0,080 miligrama. Przepisy już obowiązują. Producenci pojazdów drogowych dostali czas do 6 sierpnia 2027 roku.
Źródło zdjęcia: Canva






