Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
29 lipca ratownicy zostali wezwani do jednego z mieszkań. Widok, jaki zastali, przeraził nawet doświadczonych medyków. Kobieta była wycieńczona, miała poważne rany nóg, tak głębokie, że sięgały aż do kości. Jak później przyznała — nie opuszczała mieszkania od ponad 20 lat. Nie miała kontaktu z lekarzami, urzędami, nie posiadała nawet dowodu osobistego.
Podczas transportu do szpitala powiedziała nam, że ostatni raz była na zewnątrz ponad dwie dekady temu – relacjonował Łukasz Pach, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego.
Dziennikarze, którzy odwiedzili mieszkanie Mirelli, byli poruszeni. Małe, skromne, z dwoma pokojami, wyglądało jakby zatrzymało się w czasie. Pluszowe misie, dziecięce zabawki, kilka książek — wszystko sprawiało wrażenie, że nastoletnia dziewczyna opuściła je chwilę temu, a nie ponad 25 lat wcześniej. W rzeczywistości — nie opuściła go nigdy.
Podczas rozmów z dziennikarzami matka Mirelli nie pozwalała córce swobodnie mówić, przerywała wypowiedzi i bagatelizowała całą sytuację.
Ona jest teraz ogłupiała, bo ją trzymali w tym szpitalu – twierdziła matka.
„Jezus Maria, jestem załamana, nie przeżyję…. Po co nam te ubrania, kurtki, co ludzie teraz przynoszą. Nie chcemy niczego od nikogo” – kontynuowała.
„Mirella przecież wychodziła z nami na działkę” – twierdziła, choć nie była w stanie podać żadnych konkretnych dat.
Sama Mirella wydawała się zdezorientowana. Na pytania o ostatnie wyjście z domu odpowiadała:
Ojej, no, jakiś czas temu… nie pamiętam…
Sąsiedzi pamiętają Mirellę jako miłą, cichą dziewczynę. Kiedy nagle zniknęła, jej matka miała powiedzieć, że została porwana. Przez lata nikt nie podważył tej wersji.
Byłam w szoku, ale co mogliśmy zrobić? Matka mówiła, że ją porwano – wspomina Urszula Knapczyk, sąsiadka.
Nikt nie przypuszczał, że Mirella przez cały ten czas była dosłownie za ścianą.
W 1997 roku Mirella zrezygnowała z nauki w liceum — decyzją rodziców. W tamtych czasach nie był to jeszcze obowiązek, a system nie weryfikował dalszych losów uczniów. Nie miała dowodu osobistego, nigdy nie korzystała z publicznych usług ani pomocy społecznej. Dla państwa po prostu nie istniała.
Dopiero teraz, po nagłośnieniu sprawy, złożono wnioski o wydanie dokumentów i przyznanie pomocy socjalnej. Trwa postępowanie wyjaśniające, które prowadzą policja oraz Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Na razie nie potwierdzono przestępstwa ani przetrzymywania wbrew woli.
Jednak społeczeństwo zadaje sobie pytanie — jak to możliwe, że nikt nie zauważył, iż przez tyle lat Mirella żyła w całkowitej izolacji?
Źródło zdjęć: Pomagam.pl