Reporter TV Republika nie wiedział, że jest na wizji! Widzowie usłyszeli wszystko!

Reporter TV Republika nie wiedział, że jest na wizji! Widzowie usłyszeli wszystko!

Napięcie w zespole? Reporter zwrócił się do wydawcy na antenie

W trakcie relacji z warszawskich ulic, dziennikarz rozpoczął standardowe wejście antenowe, opisując warunki pogodowe i sytuację podczas marszu. Nagle, nie przerywając swojej relacji, zwrócił się do osób odpowiedzialnych za transmisję:

Proszę wydawcy bardzo, żeby nie krzyczał, nie przeklinał do mnie. Ja mówię do państwa to, co teraz widzimy.

Wypowiedź ta zabrzmiała szczerze i zdezorientowanie – jakby reporter zapomniał, że wciąż jest na antenie. To niefortunne zdarzenie błyskawicznie rozeszło się po mediach społecznościowych, wywołując liczne komentarze.

Nie pierwszy raz… TV Republika i poprzednia kompromitacja

To jednak nie pierwszy przypadek tego typu w historii stacji. Cofając się do 2014 roku, również podczas Marszu Niepodległości, inny dziennikarz TV Republika – Bartłomiej Graczak – został pomyłkowo uznany za reportera TVN przez uczestników manifestacji. Spotkało się to z ich gwałtowną reakcją.

Na antenie słychać było emocjonalne słowa Graczaka, próbującego wyjaśnić sytuację tłumowi:

Ich tutaj nie ma, k***a! Telewizja Republik! (…) Jestem jeszcze na antenie, ale obawiam się, że zaraz dostanę czymś w twarz, więc się usuwam w cień.

Te słowa, również wypowiedziane w trakcie transmisji na żywo, stały się kolejnym przykładem wpadki telewizyjnej, która zaskoczyła widzów.

Co dalej z wiarygodnością transmisji na żywo?

Wpadki tego typu pokazują, jak łatwo w warunkach presji i transmisji na żywo może dojść do nieplanowanych sytuacji. Kulisy pracy reporterów, które zazwyczaj pozostają niewidoczne dla odbiorców, tym razem pojawiły się na pierwszym planie. To z kolei stawia pytania o atmosferę wewnątrz redakcji, jak również o profesjonalizm przy realizacji transmisji z dużych wydarzeń.

Źródło zdjęć: Canva