
Kolejna tragedia wstrząsnęła Stanami Zjednoczonymi, tym razem doszło do katastrofy lotniczej. W niedzielę wieczorem, 25 stycznia, na lotnisku w Bangor w stanie Maine rozbił się prywatny samolot Bombardier Challenger 600, który miał na pokładzie osiem osób. Maszyna stanęła w ogniu tuż po starcie.
Ostatnie dni przyniosły dramatyczne doniesienia z różnych części świata, a szczególnie niepokojąca sytuacja panuje w Stanach Zjednoczonych. Przez kraj przetacza się fala ekstremalnych zjawisk pogodowych – potężne śnieżyce, silne mrozy i gwałtowne wichury dotknęły już dziesiątki stanów. Setki tysięcy osób pozostało bez prądu, odwołano tysiące lotów, a władze ogłosiły stan wyjątkowy w wielu regionach. Amerykańska Narodowa Służba Meteorologiczna ostrzega, że to jedna z najgroźniejszych zim ostatnich lat.
Tymczasem media na całym świecie informowały niedawno o katastrofie promu na Filipinach, w której życie straciło kilkanaście osób, a los wielu wciąż pozostaje nieznany. Gdy uwaga opinii publicznej była jeszcze skupiona na tej tragedii, kolejna dramatyczna wiadomość obiegła światowe serwisy informacyjne, tym razem dotycząca katastrofy lotniczej na terenie USA.
ZOBACZ TAKŻE: Katastrofa na Filipinach. Zatonął prom. Na pokładzie było ponad 300 pasażerów
Katastrofa samolotu
W niedzielny wieczór, 25 stycznia, na międzynarodowym lotnisku w Bangor w stanie Maine doszło do poważnej katastrofy lotniczej. Prywatny samolot Bombardier Challenger 600, który wcześniej przyleciał z Teksasu, rozbił się podczas startu, zaledwie kilka chwil po oderwaniu się od pasa.
Bombardier Challenger 600 rozbił się podczas startu z międzynarodowego lotniska w Bangor w stanie Maine około godziny 19:45 czasu lokalnego w niedzielę 25 stycznia. Na pokładzie znajdowało się osiem osób. Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) i Urząd ds. Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) zbadają tę sprawę. Informacje mają charakter wstępny i mogą ulec zmianie – poinformowała w oficjalnym komunikacie Federalna Administracja Lotnictwa (FAA).
Według relacji agencji Reutera, po uderzeniu w ziemię maszyna natychmiast stanęła w płomieniach. Na razie nie wiadomo, co stało się z osobami znajdującymi się na pokładzie, ani jaki był dokładny przebieg zdarzenia. Służby nie podały też oficjalnie tożsamości pasażerów ani załogi.
Czy pogoda miała wpływ na katastrofę?
Tuż przed startem, w rejonie lotniska zaczęły się intensywne opady śniegu, a znaczna część stanu Maine była objęta ostrzeżeniami przed burzą śnieżną. Choć warunki pogodowe mogły mieć wpływ na bezpieczeństwo lotu, na tym etapie śledztwa nie ma potwierdzenia, że właśnie one były przyczyną tragedii.
W dochodzenie w sprawie katastrofy zaangażowane są obecnie dwa główne organy: Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) oraz Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). Ich celem będzie ustalenie dokładnych przyczyn wypadku, zebranie danych z rejestratorów lotu oraz analiza warunków technicznych maszyny i procedur obsługi.
Do czasu zakończenia śledztwa wiele informacji pozostaje niejasnych, w tym los ośmiu osób obecnych na pokładzie. Wiadomo jednak, że pożar, który wybuchł bezpośrednio po uderzeniu samolotu w ziemię, był gwałtowny i wymagał interwencji wielu jednostek straży pożarnej.
źródło zdjęć: Canva






