Przez blisko 30 lat nie opuszczali domu? Prokuratura bada sprawę rodzeństwa z Podlasia

Przez blisko 30 lat nie opuszczali domu? Prokuratura bada sprawę rodzeństwa z Podlasia

Na jaw wyszła kolejna sprawa, która budzi ogromne emocje i rodzi wiele pytań. Jak informuje Wirtualna Polska, rodzeństwo z okolic Suwałk mogło przez blisko 30 lat żyć w całkowitej izolacji od świata. O sprawie zrobiło się głośno dopiero po śmierci ojca.

Rodzeństwo z Podlasia 30 lat miało nie wychodzić z domu

W ostatnim czasie opinia publiczna żyła historiami osób, które przez wiele lat miały pozostawać zamknięte i odcięte od normalnego życia. Najpierw szeroko komentowano los Mirelli ze Świętochłowic, która według doniesień przez 27 lat nie opuszczała mieszkania. Niedawno pojawiły się również informacje o 50-letniej kobiecie z Krakowa, która miała spędzić 30 lat w zamknięciu w krakowskim mieszkaniu.

Teraz o kolejnej niepokojącej sprawie informuje Wirtualna Polska. Tym razem chodzi o rodzeństwo mieszkające w jednej z niewielkich miejscowości pod Suwałkami. Według ustaleń portalu kobieta i mężczyzna mogli przez blisko 30 lat pozostawać poza zasięgiem świata zewnętrznego.

We wsi niemal nikt ich nie widywał

Bohaterami sprawy są Janusz i Marzena, dziś 47-letnie rodzeństwo. Jak opisuje Wirtualna Polska, mieszkańcy niewielkiej miejscowości przez lata praktycznie nie spotykali ich poza rodzinnym domem.

Rodzice mieli tłumaczyć ich nieobecność w bardzo prosty sposób.

Marzena jest w klasztorze w Sejnach, a Janusz pracuje za granicą

Takie wyjaśnienia przez lata nie wzbudzały większych wątpliwości. W niewielkiej społeczności wiele osób przyjmowało je za prawdę i nie drążyło tematu.

Dziś niektórzy mieszkańcy próbują sobie przypomnieć ostatnie momenty, kiedy widzieli rodzeństwo. Jedna z kobiet opowiedziała portalowi o sytuacji sprzed wielu lat.

Wiele lat temu widziałam tam dziewczynkę. Jechałam drogą, a ona skubała porzeczki. Chciałam zagaić, odwróciłam się, ale już jej nie było. Tacy to byli skryci ludzie. Nie wyobrażam sobie, że oni w tym domu przesiedzieli zamknięci. Te dzieci mają teraz po około 50 lat

Z biegiem czasu temat praktycznie zniknął z rozmów mieszkańców, a brak rodzeństwa w życiu lokalnej społeczności przestał kogokolwiek dziwić.

Wszystko zmieniło się po śmierci ojca

Punktem zwrotnym okazał się styczeń tego roku i śmierć ojca rodziny. Po pogrzebie mieszkańcy zaczęli zadawać pytania dotyczące nieobecności jego dzieci.

Po pogrzebie Jana Z., kiedy nikt nie widział dzieci, zaczęły krążyć plotki. Wdowa po Janie, Jadwiga, coś tu pokręciła. Jednym mówiła, że dzieci nie dostały wolnego z pracy albo że nie wróciły z zagranicy. Jeszcze innym powiedziała, że dzieci były na różańcu w kaplicy, ale nikt z uczestników modlitwy ich nie widział

To właśnie wtedy sprawa zaczęła budzić coraz większe zainteresowanie.

Do domu wkroczyły służby

Jak opisuje Wirtualna Polska, pod koniec maja doszło do policyjnej interwencji. Po niej Janusz i Marzena zostali przewiezieni do szpitala psychiatrycznego.

Obecnie śledczy sprawdzają, czy przez lata mogli być izolowani od świata przez swoich rodziców. Jedna z hipotez pojawiających się wśród mieszkańców mówi o tym, że rodzina mogła ukrywać rodzeństwo z powodu problemów zdrowotnych.

Wielu mieszkańców podkreśla jednak, że w dzieciństwie Janusz i Marzena nie wyróżniali się niczym szczególnym. Według wspomnień ukończyli szkołę podstawową razem z innymi dziećmi ze wsi.

Jeden z mieszkańców przyznał, że przed laty odwiedził rodzinny dom i widział Janusza.

Sam się kiedyś wprosiłem do domu. Zobaczyłem Janusza leżącego w łóżku. Miał swój pokoik. Wyglądał jak zwykła chora osoba, nie wiem… na grypę. Nie był przywiązany, nie wołał o pomoc. Zapytałem rodziców, czy potrzebują pomocy w załatwieniu lekarza. Odpowiedzieli, że nie. Uznałem, że nie ma problemu. Dziś tego żałuję. Zresztą co miałbym powiedzieć, zgłaszając swoje przypuszczenia?

Trwa postępowanie

16 czerwca Prokuratura Rejonowa w Suwałkach rozpoczęła czynności sprawdzające dotyczące doniesień o możliwej wieloletniej izolacji rodzeństwa. Na obecnym etapie nikomu nie postawiono zarzutów.

W sprawie pojawia się również wątek trzeciego dziecka w rodzinie. Chodzi o siostrę Janusza i Marzeny, która od lat pracuje jako nauczycielka. Mieszkańcy zastanawiają się, jaką wiedzę mogła mieć na temat sytuacji rodzeństwa. Do tej pory kobieta nie skomentowała publicznie sprawy.

Śledczy próbują obecnie ustalić, czy rzeczywiście doszło do wieloletniego odcięcia rodzeństwa od świata oraz jakie były rzeczywiste okoliczności ich życia przez ostatnie trzy dekady.

źródło zdjęć: Canva