Andrzej Beya-Zaborski nie żyje. Pożegnano go takim wpisem

Andrzej Beya-Zaborski nie żyje. Pożegnano go takim wpisem

Andrzej Beya-Zaborski nie żyje. Aktor zmarł w wieku 75 lat, po wieloletniej chorobie. Informację o śmierci przekazał Białostocki Teatr Lalek, z którym artysta był związany przez blisko 40 lat. Szeroka publiczność znała go jako komendanta z serii „U Pana Boga…”. Podlasie pożegnało go tego samego dnia.

Andrzej Beya-Zaborski nie żyje. Zmarł po wieloletniej chorobie

Wiadomość obiegła media we wtorek rano. Białostocki Teatr Lalek napisał o niej w mediach społecznościowych, krótko i bez ozdobników.

Smutna wiadomość. Andrzej Beya-Zaborski, wieloletni aktor BTL, zmarł dzisiejszej nocy po wieloletniej chorobie.

– przekazał teatr, składając kondolencje rodzinie i bliskim.

Szczegółów choroby nie podano. Wiadomo tylko, że trwała latami. Śmierć aktora potwierdził PAP dyrektor BTL Jacek Malinowski. Wpisy pojawiły się też na profilach miasta Białystok oraz województwa podlaskiego, a marszałek Łukasz Prokorym pożegnał artystę osobnym komunikatem. Teatr pisał o nocy, część mediów podaje wtorkowy poranek.

Komendant Wołkołycki był jego najgłośniejszą rolą

Widzowie w całej Polsce poznali go dzięki Jackowi Bromskiemu. Zagrał komendanta policji Henryka Wołkołyckiego we wszystkich czterech częściach cyklu „U Pana Boga…”. Były to „U Pana Boga za piecem”, „U Pana Boga w ogródku”, „U Pana Boga za miedzą” i „U Pana Boga w Królowym Moście”. Za debiut w pierwszej z tych komedii, z 1998 roku, dostał nagrodę za drugoplanową rolę męską na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Zagrał także w dwóch serialach na podstawie tej franczyzy, emitowanych w latach 2007-2009 oraz w zeszłym roku. Był u Wojciecha Smarzowskiego w „Weselu” i „Drogówce”. Wystąpił też u Juliusza Machulskiego. Widzowie kojarzą go z „Magdy M.”, „39 i pół”, „Pitbulla” oraz „Ojca Mateusza”.

fot. Wikipedia

Białostocki Teatr Lalek stracił jednego z najwybitniejszych lalkarzy

Na deskach BTL grał od 1978 roku. Wcześniej skończył lalkarski wydział PWST w Warszawie, z siedzibą w Białymstoku. Zaliczano go do najwybitniejszych polskich lalkarzy. Chwalono technikę aktorską, wyobraźnię oraz wirtuozerską animację lalek, zwłaszcza pacynek. Zagrał dziesiątki ról, w tym Wojaka Szwejka i Pana Fajnackiego.

Spektakle z jego udziałem, takie jak „Polowanie na lisa”, „Leć głosie po rosie” czy „Krzywa wieża”, przyniosły białostockiej scenie rozgłos w kraju i za granicą. Był też reżyserem oraz wieloletnim wykładowcą na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. Wielu jego wychowanków gra dziś w zespole BTL. W 2008 roku odebrał odznakę „Za zasługi dla Województwa Podlaskiego”.

Żegnali go także ludzie, którzy pracowali z nim na scenie. Dramaturg i lektor Krzysztof Kędziora wspomniał ostatnie wspólne projekty.

Dokładnie trzy lata temu ukończyliśmy wspólną książkę, w której z pasją i wrodzonym humorem opowiedział o swoim niezwykłym życiu. Siedem lat temu przyjął moje zaproszenie do obsady 'Rubinowych godów’. Nigdy bym nie pomyślał, że będzie to Jego ostatnia, teatralna rola

– napisał Kędziora.

Przypomnijmy, że Andrzej Beya-Zaborski urodził się 7 marca 1951 roku w Wałbrzychu. Z Podlasiem związał całe dorosłe życie i to tam czuł się u siebie. W audycji Programu 1 Polskiego Radia z 2022 roku opowiadał o wsi Ciełuszki.

Tu jest życie. Jak jestem tutaj i wstanę rano, i pooddycham tym powietrzem podlaskim, to czuję, że żyję. Jak usłyszę gdzieś krowy, jak pies zaszczeka albo zawyje jeleń, to myślę sobie: jaki to piękny teren

– mówił w rozmowie z radiową dziennikarką.

Polska kultura żegna kolejną znaną twarz. Na początku sierpnia odszedł dziennikarz Andrzej Morozowski, który również przegrał walkę z chorobą. Teraz zabrakło aktora z Królowego Mostu. Wielu widzów zna go tylko z tej jednej roli.

Źródło zdjęcia: Canva/ Wikipedia- Autorstwa Ja Fryta from Strzegom – Ryszard Kotys & Andrzej Beja-Zaborski, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=27237835