
W nocy z soboty 24 na niedzielę 25 października 2026 roku zegarki cofniemy z 3:00 na 2:00. Większość z nas po prostu dłużej pośpi. Dla pracowników nocnej zmiany ta godzina oznacza jednak dodatek za zmianę czasu albo czas wolny. Przepisy nie zostawiają tu wątpliwości.
Na stanowisku spędzą tej nocy nie osiem, a dziewięć godzin. Chodzi o piekarzy, kolejarzy, kierowców, energetyków, ratowników medycznych i pracowników stacji benzynowych. Dłużej popracują też kelnerzy oraz DJ-e.
Kodeks pracy ogranicza dobowy czas pracy do ośmiu godzin. Dziewiąta godzina formalnie przekracza więc normę. To zwykła nadgodzina.
Termin zmiany czasu na zimowy wypada w tym roku o jeden dzień wcześniej niż w 2025 roku.
Dodatek za zmianę czasu to podwójna stawka za jedną godzinę
Zgodnie z artykułem 80 Kodeksu pracy wynagrodzenie należy się za pracę faktycznie wykonaną. Nadgodzina wypada w porze nocnej, więc pracownik dostaje za nią normalną stawkę powiększoną o 100-procentowy dodatek.
Osobno przysługuje jeszcze dodatek nocny. Wynosi on 20 procent stawki godzinowej liczonej od płacy minimalnej. W 2026 roku płaca minimalna to 4806 zł brutto, a październik ma 176 godzin pracy. Za każdą godzinę w nocy wychodzi więc 5,46 zł.
Jak to wygląda w praktyce? Przy stawce 31,40 zł brutto za godzinę pracownik dostanie za tę jedną nadgodzinę łącznie 62,80 zł. Do tej sumy dolicza się jeszcze dodatek nocny. Stawka rośnie dwukrotnie.
Pracodawca może zamiast pieniędzy oddać wolne
Nadgodzinę da się też rozliczyć czasem wolnym. Jeśli o wolne wnioskuje sam pracownik, za godzinę pracy dostaje godzinę odpoczynku. Gdy firma decyduje o tym jednostronnie, musi oddać półtorej godziny. Różnica jest wyraźna.
Jest też jeden wyjątek. Gdy pracownik ma tej nocy zaplanowaną zmianę skróconą do siedmiu godzin, dodatkowa godzina mieści się w normie. Wtedy żadne dopłaty mu się nie należą.
Nie każdy może w ogóle pracować w nocy. Przepisy całkowicie zakazują tego kobietom w ciąży i pracownikom młodocianym. Rodzice dzieci do ukończenia 8 lat mogą trafić na nocną zmianę tylko za swoją zgodą.
Przestawianie zegarków to kłopot dla kolei i banków
Zmiana czasu to nie tylko sprawa wypłat. Fundacja Republikańska i Stowarzyszenie Koliber w raporcie „Zła zmiana” z 2016 roku opisały, ile cała operacja kosztuje gospodarkę. Pociągi i autobusy dalekobieżne muszą w nocy stanąć na mniej więcej godzinę, żeby nie wyprzedzić własnego rozkładu jazdy.
Problem mają także banki. Część z nich wyłącza na kilka godzin swoje systemy. Klienci tracą wtedy dostęp do bankowości internetowej, a czasem nie zapłacą kartą ani nie wypłacą pieniędzy z bankomatu.
Przypomnijmy, że w 2018 roku Komisja Europejska zapytała obywateli o zdanie. Spośród 4,6 mln osób, które odpowiedziały, ponad 80 procent chciało zniesienia zmiany czasu. Powstał nawet projekt dyrektywy COM/2018/639, który miał zakończyć tę praktykę do 2021 roku. Zablokowała go Rada Unii Europejskiej.
Obawiano się prawnego zamieszania oraz tego, że kraje nie wybiorą zgodnie, czy wolą zostać przy czasie letnim, czy zimowym. Kolejną analizę w tej sprawie Komisja Europejska ma przygotować do końca 2026 roku. Do tematu chce wrócić Litwa, która od 2027 roku obejmie prezydencję w Radzie UE. Na razie nic się nie zmienia.
źródło zdjęć: Canva




