Ojciec Łukasza Litewki zabrał głos pół roku po tragedii. Wytknął śledczym jedno zaniedbanie

Ojciec Łukasza Litewki zabrał głos pół roku po tragedii. Wytknął śledczym jedno zaniedbanie

Ojciec Łukasza Litewki przerwał milczenie pół roku po śmierci syna. Zdzisław Litewka w rozmowie z „Faktem” ostro ocenił pracę prokuratury i zarzucił śledczym, że od początku trzymają się jednej wersji. Mówi też o kluczach, których nikt nie szukał.

Łukasz Litewka zginął 23 kwietnia 2026 roku w Dąbrowie Górniczej. Jechał rowerem ulicą Kazimierzowską, gdy samochód zjechał na przeciwległy pas i uderzył w 36-letniego posła. Śledztwo wciąż trwa.

Ojciec Łukasza Litewki nie ufa prokuraturze

Wywiad, którego 65-letni Zdzisław Litewka udzielił „Faktowi”, ukazał się 24 października, dzień po tym, jak minęło sześć miesięcy od tragedii. Rozczarowania nie krył od pierwszych słów.

Mam poczucie, że od początku przyjęto jedną wersję wydarzeń i wszystko jest jej podporządkowane. A ja wciąż nie wiem, czy zrobiono wszystko, by poznać prawdę o śmierci mojego syna.

– stwierdził.

Mężczyzna wrócił do 30 kwietnia, czyli dnia po pogrzebie, gdy przesłuchiwano Natalię Bacławską, partnerkę Łukasza. Jak relacjonuje, usłyszała od prokuratora, że zarzut został postawiony i sprawca się przyznał. Prokurator miał dodać, że sprawę można by zamknąć, gdyby nie media i presja społeczna.

Zdaniem ojca postępowanie wciąż kręci się wokół jednej tezy o nieszczęśliwym wypadku, a czynności prowadzi samodzielnie młoda policjantka w stopniu aspiranta z Komendy Rejonowej w Dąbrowie Górniczej.

Moim zdaniem to śledztwo nie ma żadnego priorytetu.

– ocenił.

Rodzina nie dostaje od śledczych żadnych informacji, a kilka listów od prokuratora przyszło tylko na początku, mniej więcej do lipca. To nie wszystko.

Gdy upomnieliśmy się o klucze do domu Łukasza, okazało się, że kluczy na miejscu wypadku nie znaleziono i nie szukano. Przez co najmniej dwa miesiące ktoś mógł mieć dostęp do domu i nie mieliśmy takiej świadomości.

– wyznał ojciec posła.

Śledztwo przejęła prokuratura w Sosnowcu

Zdzisław Litewka wylicza też inne zastrzeżenia. Pierwszy biegły od rekonstrukcji wypadków odmówił wydania opinii. Prokurator nie był z kolei zainteresowany tym, co ojciec posła miał do powiedzenia. Wątpliwości budzi w nim także 57-letni kierowca, który od 20 lat zasiadał w komisjach wyborczych, często jako przewodniczący. Prokurator miał dostrzec ten szczegół dopiero po wniosku procesowym rodziny.

8 października sprawę przejęła od Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Górniczej Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu. Jej rzecznik Bartosz Kilian tłumaczył wtedy, że decyzja wynika wyłącznie z przyczyn organizacyjnych i długotrwałej nieobecności prokuratora, a kierunek śledztwa się nie zmienia.

Według ojca posła nieobecność prokuratora Łukasza Giela wiąże się z chorobą, a sprawę poprowadzi teraz sam Kilian. To nie uspokaja rodziny. Ojciec liczy na interwencję kogoś znacznie wyżej. Zdzisław Litewka przypomina, że rzecznik od początku zapewniał w wywiadach, że sprawa nie ma aspektu politycznego, i zapowiedział zakończenie śledztwa za mniej więcej dwa miesiące.

Ojciec posła głośno pyta, czy nie było to zaplanowane morderstwo. Dowodów na to nie przedstawia. Prokuratura od początku nie widziała podstaw, by uznać zdarzenie za celowe działanie.

Rodzina walczy o nazwisko Łukasza

W rozmowie wrócił też konflikt wokół Fundacji #TeamLitewka. Zdzisław Litewka twierdzi, że po śmierci syna rodzina została odsunięta od organizacji, którą Łukasz założył. W lipcu bliscy przez prawnika wezwali fundację do zaprzestania używania jego wizerunku i nazwiska. Wezwanie nie zostało spełnione. Rodzina rozważa drogę sądową.

9 lipca rodzice i brat posła powołali własną fundację nazwaną jego imieniem, którą tworzą osoby zatrudniane wcześniej przez Łukasza w #TeamLitewka oraz grupa jego przyjaciół. Ojciec podziękował też Dorocie Rabczewskiej, która publicznie upominała się o sprawiedliwość dla Łukasza. Zaprzeczył przy tym, że rodzina sobie tego nie życzyła.

Przypomnijmy, że kierowca usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i przyznał się do winy. Najpierw trafił do aresztu, ale wyszedł po wpłaceniu 40 tysięcy złotych poręczenia, a Sąd Okręgowy w Sosnowcu uchylił później wszystkie środki zapobiegawcze wobec niego. Ojciec nie kryje goryczy.

Tam w lesie, na prostej drodze, prawie w południe, zginął, został zabity, nie tylko mój syn, ale też poseł na Sejm RP.

– powiedział Zdzisław Litewka.

Źródło zdjęcia: Wikipedia- Autorstwa Klub Lewicy – https://www.flickr.com/photos/193098256@N08/55207328855/, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=190280802