
Inteligencja emocjonalna dziecka nie zależy tylko od genów i temperamentu. Amerykański psycholog Mark Travers wskazał na łamach Psychology Today jeden nawyk, który odróżnia maluchy dobrze radzące sobie z emocjami. Nic nie kosztuje. Można go ćwiczyć od pierwszego dnia życia.
Travers, absolwent Cornell University, opublikował tekst o dzieciach 27 maja 2026 roku. Zwraca w nim uwagę na paradoks. Dorośli wydają miliardy na warsztaty, a według psychologa emocji najlepiej uczy kuchenny stół.
Inteligencja emocjonalna dziecka zaczyna się od nazywania uczuć
Chodzi o to, by dziecko precyzyjnie nazywało stany, w których się znajduje. Maluch o wysokiej inteligencji emocjonalnej nie powtarza „jest mi źle”, tylko mówi, że jest rozczarowany albo się wstydzi. Różnica jest ogromna.
Travers opisuje nawyk, który do tego prowadzi: rodzic konsekwentnie i na głos nazywa emocje dziecka, własne uczucia oraz te, które przeżywają bohaterowie czytanych razem książek. Psychologowie mówią na to etykietowanie emocji albo coaching emocjonalny.
Gdy maluch ma napad złości, rodzic zamiast kazać mu przestać płakać kuca obok i mówi, że widzi, jak bardzo dziecko jest sfrustrowane. Daje mu w ten sposób słowo na coś, co wcześniej było bezkształtne i przytłaczające. Z takich słów powstaje słownik.
Dla Marca Bracketta z Yale Center for Emotional Intelligence to fundament programu RULER, stosowanego w tysiącach szkół. Bez tej umiejętności rozumienie, wyrażanie i regulowanie emocji po prostu się nie rozwiną.
Co mówią badania o rozmowach o emocjach w domu
Według badań dzieci trafnie nazywające uczucia lepiej radzą sobie ze stresem i spokojniej reagują na trudności. Lepiej korzystają też z pomocy terapeuty.
Co ciekawe, według badań z Frontiers in Psychology rozmowy rodziny o emocjach z trzylatkiem pozwalają przewidzieć, jak w wieku sześciu i pół roku rozpozna on uczucia innych. Wynik nie zależał od tego, ile w ogóle rozmawia się w domu. Liczyła się treść, nie ilość.
Ważny jest też zasób słów, bo angielski ma ponad dwa tysiące określeń emocji, a większość ludzi używa ich ułamka. Kto wie, że czuje się zawstydzony albo zignorowany, łatwiej wybierze sposób, by sobie z tym poradzić. Przydaje się to wśród rówieśników. Dziecko, które potrafi powiedzieć „jestem zły, bo mnie przezwałeś”, zamiast uderzyć kolegę, daje mu szansę rozwiązać konflikt polubownie.
Matthew Lieberman z UCLA wykazał w 2007 roku, że nazwanie emocji wycisza ciało migdałowate. To ośrodek wykrywania zagrożeń. Neuropsychiatra Daniel Siegel ujął to hasłem name it to tame it. Nazwij, żeby oswoić.
Inteligencję emocjonalną można ćwiczyć w każdym wieku
Wielu rodziców sądzi, że z wysoką inteligencją emocjonalną trzeba się urodzić. Nie do końca. Geny i temperament wpływają na wrażliwość czy podatność na stres, ale ważne są też wczesne doświadczenia.
Nie chodzi przy tym o tłumienie złości i ciągły spokój, zwłaszcza u najmłodszych. Wszystkie emocje są potrzebne.
Travers podkreśla, że do nauki nie trzeba żadnego programu. Wystarczy przed snem zapytać dziecko o jedną rzecz, którą tego dnia poczuło, i wysłuchać odpowiedzi bez pośpiechu i bez poprawiania. Według badaczy rozmawiać o uczuciach potrafią już trzylatki.
W chwilach konfliktu kusi, by szybko odwrócić uwagę płaczącego malucha. Psycholog radzi najpierw nazwać jego emocję i przyznać, że jest zrozumiała, na przykład rozczarowanie, że trzeba już wyjść. Szybkie rozwiązanie tego nie da.
Przypomnijmy, że teorię inteligencji emocjonalnej ogłosili w 1990 roku Peter Salovey i John Mayer, a spopularyzował ją Daniel Goleman bestsellerem z 1995 roku. Na Cytaty.pl można przeczytać, czym jest inteligencja emocjonalna i jak ją rozwijać, a także jakie zachowania zdradzają jej niski poziom u dorosłych.
Źródło zdjęcia: Canva






