
Joanna Jabłczyńska nie kryła łez po zbiórce dla męża Stenki. Wyznała, że sama przechodzi trudny czas
Joanna Jabłczyńska nagrała podziękowania po zbiórce dla męża Danuty Stenki. W czwartek 5 listopada 2026 roku aktorka ze łzami w oczach zwróciła się na Instagramie do swoich obserwatorów. Przy okazji przyznała, że ten rok mocno daje jej w kość i że ma ku temu kilka powodów.
Zbiórka na leczenie Janusza Grzelaka ruszyła na Siepomaga 3 listopada. Dzień później Danuta Stenka nagrała apel do internautów, w którym mówiła o bardzo agresywnym szpiczaku u męża i o nierefundowanej terapii za około dwa miliony złotych.
Odzew był natychmiastowy. Cel udało się osiągnąć w niespełna dwa dni, a do nagłaśniania zbiórki włączyło się wielu znanych ludzi z branży.
Jabłczyńska o zbiórce dla Stenki i swoich obserwatorach
Joanna Jabłczyńska zareagowała jako jedna z pierwszych. Jeszcze 4 listopada opublikowała nagranie, w którym poprosiła fanów o wpłaty i zwróciła się do nich tak, jak robi to od dawna.
Kochane boty, nie spodziewałam się, że jeszcze kiedykolwiek będę prosiła Was o pomoc, a szczególnie tak szybko, ale chodzi o wyjątkową osobę, o naszą już na zawsze, Danusię Stenkę.
– mówiła w nagraniu.
Słowo „boty” nie wzięło się znikąd. Ta sama społeczność we wrześniu wsparła jej własną zbiórkę dla Fundacji Rak’n’Roll. Tamta akcja również bardzo szybko przebiła założony cel.
W czwartek przyszedł czas na podziękowania. Aktorka miała zaszklone oczy i nie ukrywała wzruszenia.
Wspominałam wam, że jesteście niesamowici. Ja ani przez chwilę w was nie zwątpiłam i wiedziałam, że jest to kwestia chwili, aby zebrać tak dużą kwotę. Ale mimo wszystko to jest najłatwiejsza część walki o zdrowie pana Janusza.
– przyznała Jabłczyńska.
Dodała, że ma nadzieję, że razem z pieniędzmi do rodziny Stenki trafi też mnóstwo ciepła. Obiecała również, że postara się nie nadwyrężać dobroci fanów.

Joanna Jabłczyńska nie jest w formie życia
Na tym nagranie się nie skończyło, bo aktorka zdobyła się też na szczere wyznanie o sobie.
Myślę, że i po mnie widać, że nie jestem w formie życia. Ten rok mnie telepie mocno; mam nadzieję, że to ostatnie takie sytuacje
– wyznała.
Jednym z powodów jest jej ukochany pies Mecenas, który trafił do specjalistycznego szpitala dla zwierząt i wciąż tam przebywa. Jabłczyńska bardzo się o niego martwi.
Drugi powód jest zawodowy. Aktorka nie dostała roli Tosi w kontynuacji „Nigdy w życiu!”, choć to właśnie w tym filmie przed laty zagrała córkę bohaterki granej przez Danutę Stenkę, a wokół castingu zrobiło się bardzo głośno.
Co ciekawe, zamieszanie nie zmieniło jej stosunku do starszej koleżanki, o której już wcześniej mówiła z ogromnym szacunkiem.
Nadal ją (Danutę Stenkę – przyp. red.) uwielbiam i podziwiam. Na wiele spektakli z jej udziałem poszłam i nadal chodzić będę i podziwiać. Nikt jej talentu i uroku nie odbierze
– podkreśliła.
Zbiórka dla męża Danuty Stenki to dopiero początek leczenia
Przypomnijmy, że Janusz Grzelak choruje na szpiczaka plazmocytowego. To wyjątkowo agresywny nowotwór układu krwiotwórczego, a diagnozę postawiono w październiku.
Według opisu zbiórki choroba zniszczyła jego nerki, uszkodziła dwa kręgi w kręgosłupie oraz staw panewki biodrowej. Mąż aktorki jest unieruchomiony w łóżku.
Rodzina liczy na terapię CAR-T Cell, której koszt przekraczał możliwości bliskich. Teraz pieniądze są już zebrane.
Sama Danuta Stenka także zabrała głos po zakończonej zbiórce. Przyznała, że wciąż trudno jej uwierzyć w to, co się wydarzyło. Jabłczyńska ujęła to po swojemu: najłatwiejsza część walki jest już za nimi.






