
Olga Frycz o żałobie po śmierci ojca opowiedziała w rozmowie z Jastrząb Post. Jan Frycz zmarł 15 sierpnia 2026 roku w wieku 72 lat. Aktorka wyznała, że bardzo przeżyła tę stratę. Zdradziła też, co mówi o dziadku swoim dzieciom.
Wywiad ukazał się na stronie Jastrząb Post 5 listopada, a Olga Frycz rozmawiała w nim z reporterką portalu o codzienności, urodzinach, dbaniu o formę i planach na ślub z Albertem Kosińskim. Najwięcej emocji wzbudził jednak fragment o ojcu.
Olga Frycz o żałobie. Przyznała, że ojciec umarł za wcześnie
Aktorka przyznała, że do życia podchodzi „bardzo zero-jedynkowo”. Jak tłumaczyła, właśnie takie nastawienie pomaga jej pogodzić się ze stratą, choć nie udawała przed kamerą, że ostatnie miesiące były łatwe.
Takie jest życie: raz są wzloty, a raz upadki; jedni się rodzą, drudzy umierają. Oczywiście bardzo przeżyłam śmierć taty.
– wyznała Olga Frycz.
Po chwili dodała krótko, że ojciec „umarł zdecydowanie za wcześnie”. Padło też zdanie, które dla wielu fanów było najważniejsze. „Byliśmy do końca razem” – podkreśliła aktorka.
Te słowa mają swoją wagę, bo po rozpadzie drugiego małżeństwa Jana Frycza jego kontakt z częścią dzieci przez pewien czas był ograniczony. Z czasem bliskość wróciła.
Tak Olga Frycz tłumaczy dzieciom śmierć dziadka
Olga Frycz jest mamą trójki dzieci. Ma dwie córki, Helenę i Zofię, a w lutym 2026 roku na świat przyszedł jej syn Jan, którego ojcem jest narzeczony aktorki, tancerz Albert Kosiński.
Narodziny Jasia i odejście dziadka dzieliło zaledwie kilka miesięcy. Właśnie od tego aktorka zaczyna rozmowę z dziećmi, bo nie chce ukrywać przed nimi trudnych tematów.
Tłumaczę moim dzieciom, że urodził się Jasiu, umarł dziadek, który jest gdzieś w niebie, skąd na pewno nas obserwuje i jest dumny z tego, że mam wspaniałą rodzinę i cudowne dzieci
– dodała.
Olga nie pierwszy raz zabrała głos w sprawie rodziny po stracie ojca. Po pogrzebie wydała oświadczenie w sprawie wizerunku swoich córek. Tym razem mówiła przede wszystkim o sobie i o tym, jak przeżywa żałobę.
Jan Frycz do końca nie rezygnował z teatru
Przypomnijmy, że Jan Frycz zmarł 15 sierpnia 2026 roku w Warszawie. Informację o jego śmierci przekazał Teatr Narodowy, z którym był związany przez wiele lat. Aktor odszedł w domu, w otoczeniu najbliższych. Pogrzeb odbył się 7 września i miał charakter państwowy.
Frycz przez lata zmagał się z ciężką chorobą, ale mało kto w środowisku wiedział, jak poważny był jego stan. Tydzień przed śmiercią rozpoczął próby do „Orestei” w Teatrze Narodowym. Artur Barciś wspominał w Onet Rano, że aktor łączył leczenie z pracą.
Chodził na chemię, a potem z tej chemii przychodził do teatru.
– relacjonował Barciś.
Podobnie zapamiętał go Andrzej Grabowski. W rozmowie z TVN24 przyznał, że ile razy do niego dzwonił, Frycz swoim tubalnym głosem sprawiał wrażenie absolutnie zdrowego człowieka.
Widzowie pamiętają go z ról w „Wielkim Szu”, „Nigdy w życiu!” i „Pręgach”. Ogromną popularność przyniosła mu też rola Daria w serialu „Ślepnąc od świateł”. Jego nazwisko trafiło na listę znanych osób, które odeszły w 2026 roku. Dla Olgi i jej rodzeństwa to jednak przede wszystkim strata ojca, a żałoba po nim wciąż trwa.
Źródło zdjęcia: @tojafrycz






