
Awaryjne lądowania w Europie i samoloty eskortowane przez myśliwce. W czwartek 5 listopada groźby o bombach objęły około 20 rejsów, w tym dwa z Warszawy. Nigdzie nie znaleziono ładunków. Jedna z wiadomości dotarła do Rzymu. Jej nadawcy się podpisali.
Mail do Rzymu podpisano nazwą Państwa Męskiego
Wiadomość trafiła do Aeroporti di Roma, spółki zarządzającej rzymskimi lotniskami. Jej treść opublikował dziennik Il Corriere della Sera, a źródło w firmie potwierdziło ją agencji AFP. Nadawcy twierdzili, że ładunki wybuchowe podłożono w samolotach lecących do Rzymu z Helsinek i Dublina.
Wybuch miał nastąpić w ciągu 60 minut. Mail podpisano w imieniu „Bojowników Państwa Męskiego”. Autorzy pisali, że uderzają w „reżim feministyczny” i zapowiadali, że tego dnia niebo będzie czerwone.
Służby potraktowały to poważnie. Samolot Aer Lingus z Dublina skierowano do bazy lotniczej Évreux we Francji. Na pokładzie było 151 pasażerów i sześciu członków załogi. Finnair z Helsinek dotarł na Fiumicino w eskorcie myśliwca, a lotnisko wstrzymało ruch na 30 minut. Saperzy niczego nie znaleźli.
Włoscy śledczy sprawdzają pochodzenie gróźb
Jak podaje Sky TG24, informacje o sprawie trafią do prokuratur, które mają wszcząć postępowania. Śledczy badają też możliwy związek z wcześniejszymi mailami. Dotyczyły one innych lotów i około 280 szkół.
Sam tekst napisano słabą włoszczyzną. Według ustaleń stacji mógł powstać w automatycznym tłumaczeniu albo przy użyciu sztucznej inteligencji. Tego na razie nie przesądzono.
Co ciekawe, podpis nawiązuje do nazwy rosyjskiego ruchu Mużskoje Gosudarstwo. Sky TG24 opisuje go jako ultranacjonalistyczny i mizoginiczny, założony przez Władysława Pozdniakowa i zakazany w Rosji. Agencja AFP zastrzega, że nie zdołała potwierdzić żadnego związku tej organizacji z mailem.
Sprawca pozostaje nieznany. Unijny komisarz do spraw transportu Apostolos Tzitzikostas przekazał, że jest za wcześnie na wniosek, czy wszystkie zdarzenia są ze sobą powiązane.
Awaryjne lądowania w Europie objęły też rejsy z Polski
Na Lotnisku Chopina służby zatrzymały podczas kołowania samolot LOT-u lecący do Paryża. Kontrola nic nie wykazała, a pasażerowie mieli ruszyć w dalszą drogę inną maszyną. Rejs LOT-u z Warszawy do Brukseli wylądował na lotnisku Zaventem. Tam również niczego nie wykryto.
Rzecznik przewoźnika Krzysztof Moczulski przekazał Wirtualnej Polsce, że czasowe wstrzymanie operacji na warszawskim lotnisku wynikało ze względów operacyjnych. Nie miało związku z rejsem do Paryża. Zdementował też krążące w sieci informacje o locie z Toronto. Samolot nie poleciał do Krakowa. Wylądował w Warszawie zgodnie z planem.
Wizz Air z Mediolanu do Warszawy skierowano do Wiednia, a Ryanair ze Stansted do Sofii trafił do Płowdiwu. Według AFP trzy rejsy zakończyły się lądowaniem na innym lotnisku. Większość pozostałych maszyn doleciała na miejsce. Eurocontrol spodziewał się tego dnia 25 072 lotów nad kontynentem. Groźby dotknęły więc niewielką ich część.
Brytyjska minister transportu Heidi Alexander mówiła o złośliwych fałszywych alarmach. Profesor Philip Baum z Uniwersytetu w Coventry przyznał w rozmowie z BBC, że linie dostają takie groźby codziennie. Jego zdaniem ta fala jest inna, bo władze uznały zgłoszenia za konkretne. Ekspert ostrzega przed uśpieniem czujności. Prawdziwe zagrożenie mogłoby wtedy zostać zlekceważone.
Przypomnijmy, że to nie pierwsza taka sytuacja w tym tygodniu. We wtorek 3 listopada samolot lecący z Londynu do Warszawy skierowano do Modlina. Służby nie potwierdziły wtedy zagrożenia.
Źródło zdjęcia: Canva






