
Popularna sieć dyskontów tekstylnych KiK wprowadza duże zmiany w swojej działalności. Firma zdecydowała się na ograniczenie liczby placówek w Europie, a skala planu może objąć nawet 300 sklepów. Powód? Coraz wyższe koszty prowadzenia biznesu, presja inflacyjna oraz wyraźna zmiana zachowań zakupowych klientów.
Choć dla wielu osób taka informacja brzmi alarmująco, w rzeczywistości nie chodzi wyłącznie o cięcia. To przede wszystkim element nowej strategii rozwoju, która ma poprawić rentowność i lepiej dopasować sieć do dzisiejszych realiów handlu.
KiK ogranicza liczbę sklepów w Europie
Branża handlowa od dłuższego czasu mierzy się z trudnym otoczeniem rynkowym. Rosnące wydatki na prowadzenie sklepów stacjonarnych oraz rozwój sprzedaży internetowej sprawiają, że wiele znanych marek musi przebudowywać swoje modele działania.
Właśnie w tym kierunku zmierza KiK. Sieć postanowiła zoptymalizować swoją obecność na europejskich rynkach, zamykając część mniej efektywnych lokalizacji. Celem nie jest całkowite wycofywanie się z rynku, ale uporządkowanie siatki sprzedaży i skupienie się na miejscach, które mają większy potencjał.
Za szybki rozwój dziś przynosi skutki
Jednym z najważniejszych powodów obecnych zmian jest zbyt intensywna ekspansja z poprzednich lat. Firma otwierała kolejne sklepy bardzo dynamicznie, przez co w niektórych regionach placówki tej samej marki zaczęły działać zbyt blisko siebie.
To doprowadziło do zjawiska, które w handlu określa się jako kanibalizacja sprzedaży. Zamiast zdobywać nowych klientów, sklepy zaczęły odbierać ruch… samym sobie.
W praktyce oznaczało to między innymi:
- wyższe koszty najmu,
- trudniejsze zarządzanie dostawami i logistyką,
- spadek opłacalności części punktów,
- słabsze wykorzystanie potencjału niektórych lokalizacji.
Dziś firma chce naprawić skutki tej strategii i postawić na bardziej przemyślany rozwój.
Nowy plan: mniej sklepów, ale lepsze miejsca
Zamiast utrzymywać wszystkie placówki za wszelką cenę, KiK stawia teraz na jakość lokalizacji, a nie samą skalę obecności. To oznacza, że część sklepów zostanie zamknięta, ale równocześnie sieć nie zamierza zatrzymać rozwoju całkowicie.
W planach jest bowiem:
- zamknięcie mniej rentownych sklepów,
- uruchomienie około 75 nowych placówek,
- przeniesienie uwagi na miejsca z większym ruchem klientów,
- poprawa efektywności działania całej sieci.
W rezultacie liczba sklepów w Europie ma się zmniejszyć netto o około 225 lokalizacji.
Najmocniej odczują to Niemcy
Największa fala zmian ma dotyczyć przede wszystkim rynku niemieckiego, który od lat pozostaje dla KiK jednym z najważniejszych.
To właśnie tam sieć była najmocniej rozbudowana, a zagęszczenie sklepów w wielu regionach stało się jednym z głównych problemów. W efekcie plan zakłada:
- redukcję około 135 sklepów,
- utrzymanie ponad 2 200 placówek w Niemczech.
Dla firmy to próba uporządkowania rynku, który przez lata rozwijał się bardzo szybko, ale nie zawsze w sposób najbardziej efektywny.
Polska bez gwałtownych cięć
Na tle innych krajów sytuacja w Polsce wygląda zdecydowanie spokojniej. KiK działa nad Wisłą od 2012 roku i posiada około 400 sklepów. Na razie nie ma mowy o szerokiej fali zamknięć podobnej do tej, która obejmie część innych rynków.
W Polsce strategia ma opierać się na stopniowej optymalizacji, czyli:
- zamykaniu pojedynczych, słabszych punktów,
- otwieraniu nowych sklepów w bardziej atrakcyjnych lokalizacjach,
- rozwoju przede wszystkim w parkach handlowych.
To właśnie ten format staje się dziś coraz popularniejszy. Klienci cenią go za łatwy dojazd, wygodne parkowanie i szybki dostęp do sklepów bez konieczności odwiedzania dużych galerii handlowych.
Koszty rosną i wymuszają nowe decyzje
Dzisiejszy handel nie przypomina już rynku sprzed kilku lat. Sieci detaliczne muszą bardzo dokładnie kontrolować każdy element działalności, bo koszty rosną niemal z każdej strony.
Największą presję tworzą dziś takie wydatki jak:
- czynsze za lokale,
- energia,
- transport i logistyka,
- koszty utrzymania personelu i operacji sklepowych.
Problem polega na tym, że wzrost tych kosztów nie zawsze da się przenieść na klientów poprzez wyższe ceny produktów. To właśnie dlatego firmy coraz częściej analizują, które sklepy rzeczywiście zarabiają, a które jedynie generują obciążenie.
Handel stawia dziś na precyzję, nie na ilość
Jeszcze kilka lat temu wiele marek rozwijało się według prostego schematu: im więcej sklepów, tym lepiej. Dziś takie podejście przestaje działać.
Obecnie dla sieci handlowych kluczowe stają się:
- dokładne badanie potencjału lokalizacji,
- dopasowanie oferty do potrzeb klientów w danym regionie,
- kontrola kosztów,
- większe wykorzystanie danych i analityki.
KiK wpisuje się w ten trend, próbując zbudować bardziej efektywną i nowoczesną strukturę sprzedaży.
Co zmieni się dla klientów?
Dla klientów najważniejsze jest to, że planowane zmiany nie powinny oznaczać dużego pogorszenia dostępności oferty. Wręcz przeciwnie – firma chce, aby mniejsza liczba sklepów przełożyła się na lepszą jakość zakupów.
W praktyce może to oznaczać:
- nowocześniejsze placówki,
- bardziej funkcjonalne układy sklepów,
- lepiej dobrany asortyment,
- łatwiejszy dostęp do sklepów w popularnych strefach handlowych.
Z punktu widzenia kupujących może to więc oznaczać nie tyle ograniczenie, co zmianę sposobu korzystania z sieci.
Źródło zdjęć: Wikipedia- Autorstwa WrS.tm.pl – Praca własna, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=84822155






