
Aktor Dennis Haskins nie żyje. Całe pokolenie widzów pamięta go jako dyrektora Richarda Beldinga z serialu „Byle do dzwonka”. Miał 75 lat. Informacja o jego śmierci obiegła sieć w poniedziałek 28 września 2026 roku, a zmarłego pożegnał agent, z którym pracował przez ponad dwie dekady.
Pierwsza podała ją stacja ABC News Channel 9 z Chattanoogi, rodzinnego miasta aktora. Wkrótce śmierć Haskinsa potwierdził jego agent Jay Schachter. Przyczyny śmierci oficjalnie nie ujawniono.
Nie żyje Dennis Haskins
Schachter reprezentował aktora przez ponad 20 lat. W rozmowie z „Us Magazine” nie ukrywał, jak bardzo przeżywa tę stratę.
To tragiczna strata. Wszyscy kochali pana Beldinga, a ci z nas, którzy poznali Dennisa, kochali go jeszcze bardziej
– przyznał agent w rozmowie z amerykańskim magazynem.
Podkreślił też, że Haskins miał wyjątkowy stosunek do fanów. Nikogo nie odprawiał z kwitkiem, a z fanami chętnie pozował do zdjęć.
Był wspaniałym człowiekiem. Zawsze miał dla nich czas, bez względu na wszystko. Był moim klientem i drogim przyjacielem przez ponad 20 lat. Będzie mi go bardzo brakowało. Jestem zdruzgotany
– dodał Schachter, wspominając swojego wieloletniego klienta i przyjaciela.
Przez lata ukrywał chorobę
Po informacji o śmierci głos zabrał również bar karaoke Dimples w Burbank w Kalifornii. Haskins był tam stałym bywalcem, lubił śpiewać i spotykać się z fanami. We wpisie lokalu ujawniono, że aktor zmagał się z chorobą Parkinsona i innymi problemami zdrowotnymi.
Według tego wpisu chorował od około ośmiu lat. Nie chciał jednak, by jego stan zdrowia stał się tematem publicznym. Bliscy to uszanowali.
Dlatego uszanowałem jego wolę i milczałem, pomagając mu w podróży do kolejnego rozdziału życia
– napisał autor pożegnania opublikowanego przez lokal.
Choroba Parkinsona nie została jednak oficjalnie wskazana jako przyczyna śmierci. Ta wciąż pozostaje nieujawniona.
Dennis Haskins urodził się 18 listopada 1950 roku w Chattanoodze w stanie Tennessee. Studiował na tamtejszym uniwersytecie. Tam połknął aktorskiego bakcyla.
O rolę Richarda Beldinga walczył aż na siedmiu przesłuchaniach. Opłaciło się. Najpierw zagrał go w serialu „Good Morning, Miss Bliss” dla Disney Channel, a potem w „Byle do dzwonka” emitowanym przez NBC w latach 1989-1993. Był jedynym dorosłym w stałej obsadzie.
Do roli dyrektora wracał w dwóch filmach telewizyjnych i w kontynuacji z nowymi uczniami, emitowanej w latach 1993-2000. Zyskał przydomek ulubionego dyrektora Ameryki. Tak już zostało.
Poza szkolnym korytarzem pojawiał się gościnnie w „Mad Men”, „Jak poznałem waszą matkę”, „Prezydenckim pokerze” i „Magnum”. Zagrał też w teledyskach Dirty Heads i Khalida. W 2015 roku spotkał się z serialowymi uczniami w „The Tonight Show”. Obok niego zasiedli wtedy Mark-Paul Gosselaar, Mario Lopez, Elizabeth Berkley i Tiffani Thiessen.
źródło zdjęć: Canva






