
Dla nas, każdy inny sposób życia to była głupota. Według nas porządniccy, którzy mieli gówniane prace za gówniane pieniądze… jeździli metrem do roboty i martwili się o rachunki, byli martwi. To byli frajerzy. Faceci bez jaj. Jak czegoś chcieliśmy, to po prostu to braliśmy. Jeśli ktoś protestował, dostawał takie lanie, że mu się odechciewało. To była rutyna. Nawet się nad tym nie zastanawiałeś.
Byłem najszczęśliwszym dzieciakiem na świecie. Mogłem chodzić, gdzie chciałem, robić, co chciałem. Znałem wszystkich i wszyscy mnie znali. Chłopaki podjeżdżali, a Tuddy pozwalał parkować mi ich cadillaki. No i proszę, taki smarkacz jak ja, ledwo sięgam nosem nad kierownicę… a parkuję cadillaki.
Jimmy to był taki facet, który w kinie zawsze trzymał stronę czarnych charakterów.
Dla większości z nich zabijanie nie było problemem. Zabijanie było sposobem, żeby nikt nie podskakiwał.
Nazywaliśmy się wzajemnie chłopcami z ferajny. Mówiło się o kimś: „Polubisz go. Jest w porządku. Należy do ferajny. Jest jednym z nas.” Rozumiesz? Byliśmy chłopcami z ferajny.
Najtrudniej było rozstać się z dawnym życiem. Podobało mi się takie życie. Byliśmy traktowani jak gwiazdy filmowe. Mieliśmy wszystko.
Dziś wszystko jest inaczej. Nic się nie dzieje. Muszę narobić się jak inni. Nie mogę nawet dostać przyzwoitego żarcia. Kiedy zamówiłem spaghetti z sosem marinara… dostałem jakieś kluchy z keczupem. Jestem nikim – jak wszyscy. Resztę życia przeżyję jak frajer.
Według mnie… lepiej było zostać gangsterem niż prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Nauczyłeś się dwóch najważniejszych rzeczy w życiu: nigdy nie sypać kumpli i zawsze trzymać gębę na kłódkę.






