Film o Lady Pank podzielił widzów Netflixa. Fani Borysewicza wytykają mu jedną rzecz

Film o Lady Pank podzielił widzów Netflixa. Fani Borysewicza wytykają mu jedną rzecz

Film „Mniej obcy” na Netflixie zebrał pierwsze oceny widzów i nie są one łaskawe. Biografia Jana Borysewicza, lidera Lady Pank, trafiła na platformę 7 października 2026 roku. Kilka dni później internauci mają już wyrobione zdanie. Najwięcej zarzutów dotyczy jednego.

Za kamerą stanął Kristoffer Rus, polsko-szwedzki reżyser znany z serii „Za duży na bajki”. Tym razem wziął na warsztat legendę polskiego rocka.

W głównej roli obsadzono Mikołaja Bukrewicza. To jego aktorski debiut. Na ekranie pojawiają się też Kinga Preis i Ireneusz Czop, a w Andrzeja Mogielnickiego wciela się Patryk Pietrzak.

Mniej obcy na Netflixie z chłodnym przyjęciem na Filmwebie

Jak podaje RMF FM, po niecałym tygodniu od premiery film miał na Filmwebie niemal 6 tysięcy ocen użytkowników. Średnia wyniosła 6,4 w dziesięciostopniowej skali. Wynik raczej przeciętny.

Krytyczne głosy powtarzają się jak refren. Widzowie piszą o powierzchowności i braku głębi. Wielu narzeka też, że całość wygląda bardzo „netflixowo”. W tym przypadku to nie komplement.

Moje fanowskie serce krwawi. Odpalcie sobie dowolny wywiad z Jankiem Borysewiczem, a znajdziecie tam więcej głębi, treści i serca niż w całym tym filmie. Powierzchowny i generyczny biopic, niegodny najwybitniejszego gitarzysty rockowego polskiej sceny muzycznej.

– napisał jeden z rozczarowanych fanów.

Inny użytkownik nie krył bezradności.

Chciałbym naprawdę zrozumieć, jaki był zamysł na tę produkcję, ale po prostu nie mogę.

Jeszcze ostrzej oceniła film jedna z internautek. Przeszkadzało jej przede wszystkim tempo opowieści, w której nie ma chwili oddechu.

To chyba najgorszy taki biograficzny dokument, jaki widziałam. Tak w ogóle nie było ani jednej pauzy, cały czas coś się dzieje, jakby chcieli zrobić streszczenie jego całego życia w tak krótkim czasie, do tego ta narracja, która wywoływała na mym ciele ciary żenady.

Bukrewicz broni się w roli Borysewicza

Nie wszyscy są jednak rozczarowani. Część widzów wystawiła 9, a nawet 10 gwiazdek. Chwalą film za to, że dobrze się go ogląda i pozwala poznać życie muzyka.

Dla mnie podróż sentymentalna. Uwielbiam Lady Pank i byłem na ich koncercie jako dzieciak w Lubinie

– przyznał jeden z zachwyconych widzów.

Ciepłe słowa zbiera przede wszystkim odtwórca głównej roli. Recenzent serwisu PPE ocenił film na 6 na 10 i podobnie jak widzowie wytknął mu sztampę. Twórcy jego zdaniem prześlizgują się po kolejnych wątkach i korzystają z klisz typowych dla muzycznych biografii. Debiut Bukrewicza nazwał jednak absolutnie urzekającym. Docenił też ścieżkę dźwiękową z utworami Lady Pank i oddanie klimatu PRL-u.

Film o Lady Pank wywołał też reakcję w rodzinie muzyka

Fabuła śledzi losy niepokornego gitarzysty, który dzięki pasji dociera na szczyt polskiej sceny rockowej. Sukces ma jednak swoją cenę. Są rodzinne tragedie, osobiste upadki i konflikty z władzą.

Właśnie wątek rodzinny poruszył córkę muzyka. Joanna Borysewicz odniosła się w mediach społecznościowych do jednej ze scen. Jej ojciec proponuje w niej żonie, by zaczęli od nowa, a ta odmawia, bo spotyka się z innym mężczyzną.

Zależy mi na tym, żeby sprostować jedną rzecz: moja mama nie miała nikogo, kiedy tata odchodził od nas.

– podkreśliła. Zaznaczyła też, że jej słowa nie są atakiem na ojca.

Przypomnijmy, że muzykę do filmu skomponował sam Jan Borysewicz. Produkcję zrealizowało Paprika Studios. W materiałach Netflixa gitarzysta zapewniał, że zależało mu na prawdziwym i nieupiększonym obrazie, bez ukrywania sukcesów, porażek i ich ceny. Czy widzowie dostali taki film? Zdania są wyraźnie podzielone.

źródło zdjęć: YT