
Nowy polski serial Netfliksa coraz śmielej wychodzi poza lokalny kontekst i zdobywa uwagę międzynarodowych krytyków. „Ołowiane dzieci” przypominają dramatyczną historię skażenia ołowiem na Śląsku – temat przez lata obecny głównie w regionalnej pamięci. Teraz, dzięki produkcji Jakuba Korolczuka i Macieja Pieprzycy, o sprawie mówi się także w USA.
Zagraniczne media nie szczędzą mocnych porównań. W recenzjach obok tytułu pojawia się nazwisko Erin Brockovich, film „Mroczne wody”, a nawet głośny „Czarnobyl” HBO.
Polska historia, która poruszyła zagranicznych krytyków
Serial inspirowany jest prawdziwymi wydarzeniami i opowiada o lekarce Jolancie Wadowskiej-Król, w którą wciela się Joanna Kulig. To ona jako jedna z pierwszych zaczęła alarmować o dramatycznych skutkach zatrucia ołowiem wśród dzieci mieszkających w pobliżu huty w Szopienicach.
Produkcja szybko trafiła pod lupę amerykańskich recenzentów. W serwisie RobertEbert.com serial otrzymał trzy na cztery możliwe gwiazdki. W omówieniu podkreślono, że to opowieść o odwadze jednostki w starciu z systemem, który woli milczeć, niż przyznać się do błędu.
Zwrócono uwagę na uniwersalny wymiar historii – walkę o zdrowie i życie najmłodszych w sytuacji, gdy władze i lokalne środowisko nie chcą dopuścić do ujawnienia prawdy. Krytycy zaznaczają, że choć serial nie redefiniuje gatunku, jest ważnym i potrzebnym głosem.
Porównania do „Czarnobyla” HBO nie są przypadkowe
Najczęściej powracającym odniesieniem w zagranicznych tekstach jest „Czarnobyl” – miniserial HBO, który kilka lat temu zdobył uznanie widzów i nagrody na całym świecie. Podobieństwo nie dotyczy tylko tematyki skażenia środowiska.
Recenzenci wskazują przede wszystkim na ciężki, duszny klimat oraz sposób budowania napięcia. W obu produkcjach widz obserwuje mechanizmy wyparcia i tuszowania niewygodnych faktów przez instytucje, które powinny chronić obywateli.
Portal Screen Rant poleca „Ołowiane dzieci” fanom „Czarnobyla”, podkreślając, że to angażujący miniserial z mocnym przekazem. Zaznaczono, że niektóre sceny mogą być trudne emocjonalnie, ale całość niesie też element nadziei – pokazuje siłę determinacji i konsekwencji w dążeniu do prawdy.
Mroczny ton i trudny temat. Serial nie idzie na kompromisy
W recenzji opublikowanej w Deciderze zwrócono uwagę na przytłaczającą atmosferę produkcji. Historia od pierwszych minut utrzymana jest w poważnym, momentami ponurym tonie i nie oferuje łatwego pocieszenia.
To opowieść o młodej lekarce, która ryzykuje karierą i bezpieczeństwem, próbując nagłośnić sprawę chorych dzieci. Widz towarzyszy jej w starciu z partyjnymi działaczami oraz systemem, który stara się zbagatelizować problem.
Zdaniem zagranicznych krytyków taka konsekwencja w budowaniu nastroju działa na korzyść serialu. Trudny temat nie został złagodzony ani uproszczony, co wzmacnia realizm całej historii.
ZOBACZ TAKŻE: Nie żyje Bożena Dykiel. Aktorka miała 77 lat
Śląska tragedia w globalnym kontekście
Choć punktem wyjścia jest konkretne wydarzenie z historii Polski, „Ołowiane dzieci” wykraczają poza lokalność. Motyw walki jednostki z obojętną lub skorumpowaną strukturą władzy jest zrozumiały w każdym kraju.
To właśnie ten uniwersalny wymiar sprawił, że serial przebił się do międzynarodowych mediów. Produkcja Netfliksa pokazuje, że polskie historie – nawet te zakorzenione w regionalnej przeszłości – mogą rezonować globalnie.
„Ołowiane dzieci” są obecnie dostępne w ofercie Netfliksa i wszystko wskazuje na to, że ich międzynarodowy rozgłos dopiero się rozpędza.
źródło zdjęcia: Youtube






