
Biegnę, kiedy wstaje świt. Biegnę brzegiem morza, boso. Biegnę w pulsie mojej krwi. Biegnę z wiatrem mego losu. Biegnę lekko i bez planu. Biegnę długo, biegnę chciwie. Biegnę w rytmie oceanu. Biegnę wdzięczny i szczęśliwy. Szczęśliwy, bo słyszę głos. Głos wiatru, piasku i fal. On uspokaja mnie, że właśnie tak miało być. I mam nie pytać już. Bo tylko tak mogło być. Tylko tak.






