
Zabarwione banknoty z czerwonymi lub zielonymi plamami mogą trafić do portfela każdego z nas. Nie warto nimi płacić. Takie pieniądze przestają być prawnym środkiem płatniczym, a ich wymiana wygląda zupełnie inaczej niż przy zwykłym zniszczeniu. W sprawę może włączyć się policja.
Gotówka wciąż krąży po sklepach, bazarach i kieszeniach, więc prędzej czy później każdy dostaje do ręki banknot podarty, poplamiony albo sklejony taśmą. Zwykle nie ma powodu do paniki. Jest jednak jeden rodzaj przebarwienia, którego nie należy lekceważyć.
Skąd się biorą zabarwione banknoty z bankomatów
Coraz więcej bankomatów w Polsce ma tak zwany inteligentny system neutralizacji banknotów, w skrócie IBNS. Obowiązek jego montażu nałożyło rozporządzenie MSWiA, które weszło w życie 15 września 2021 roku, a właściciele urządzeń dostali dwa lata na dostosowanie się do nowych wymogów.
Zasada działania jest prosta. Gdy ktoś próbuje włamać się do bankomatu albo wyrwać kasetę z gotówką, urządzenie samo oznacza pieniądze specjalnym tuszem. Środek barwiący wnika w papier od krawędzi do środka banknotu. Zostawia nieusuwalne plamy.
Najczęściej są one czerwone lub zielone, choć bywają też fioletowe, niebieskie albo czarne i zawsze wyraźnie intensywniejsze przy brzegach. Pranie, ścieranie czy chemia nie pomogą. Właśnie o to chodzi.
System ma odebrać złodziejom sens całej akcji. Tak też się stało w 2024 roku w Zbąszyniu, Dopiewie i Podczelu. Sprawcy dostali się do gotówki, ale skradzione banknoty zostały oznaczone i straciły wartość handlową.
Zabarwione banknoty nie są już pieniędzmi do wydania
Najważniejsza informacja dla zwykłego klienta brzmi tak: banknot oznaczony przez system neutralizacji przestaje być prawnym środkiem płatniczym. Nie można go wprowadzać do obrotu, a próba zapłacenia nim w sklepie to proszenie się o kłopoty.
Nie da się go też wymienić od ręki w pierwszym lepszym banku. Takie pieniądze przyjmują wyłącznie oddziały okręgowe Narodowego Banku Polskiego. Trzeba okazać dokument tożsamości, a pracownik NBP sporządza dokumentację.
Oddział okręgowy zawiadamia o sprawie właściwą komendę wojewódzką policji albo Komendę Stołeczną Policji. Funkcjonariusze sprawdzają, skąd pochodzą pieniądze i czy plamy mają jakikolwiek związek z włamaniem do bankomatu, kradzieżą kasety lub innym zdarzeniem objętym postępowaniem.
Na nowy banknot trzeba wtedy poczekać. Wymiana następuje dopiero po decyzji o odmowie wszczęcia postępowania albo po jego prawomocnym zakończeniu. To może potrwać.
Uruchomienie tuszu nie zawsze oznacza przestępstwo. Zdarzają się awarie i przypadkowe zadziałanie zabezpieczenia, dlatego pieniądze z legalnej wypłaty są po weryfikacji wymieniane.
Jak radzi portal Biznesinfo, przy gotówce wypłaconej z bankomatu warto zachować potwierdzenie transakcji albo sprawdzić ją w historii konta. To pomaga udokumentować, skąd wziął się nietypowo oznakowany banknot. Przy samej wypłacie lepiej od razu obejrzeć pieniądze i zgłosić bankowi każdą nieprawidłowość.
Zwykłe zniszczenie to zupełnie inna sprawa
Przypomnijmy, że zwyczajnie zużyte pieniądze to inna procedura. Plama po kawie, farbie czy tuszu z długopisu nie oznacza niczego groźnego. Liczy się to, czy banknot jest autentyczny i czy da się rozpoznać jego nominał.
Taki egzemplarz można oddać do wymiany w kasie banku działającego w Polsce. Kluczowe jest to, ile powierzchni się zachowało i czy pochodzi ona z jednego banknotu.
Jeśli w jednym kawałku przetrwało ponad 75 procent banknotu, właściciel dostaje pełną wartość. Przy zachowanych 45-75 procentach wypłacana jest połowa nominału. Poniżej 45 procent banknot co do zasady nie kwalifikuje się do wymiany.
W praktyce przypadkowo podarta setka wcale nie musi przepaść, bo jeśli zachowała się odpowiednio duża jej część, można odzyskać za nią 50 albo nawet pełne 100 złotych.
Z zabarwionymi banknotami jest inaczej. Tu nie ma żartów. Mocne czerwone lub zielone plamy rozchodzące się od krawędzi to sygnał ostrzegawczy. Taki egzemplarz najlepiej od razu zanieść do NBP, zamiast puszczać go dalej w obieg.
Źródło zdjęcia: Canva






