Polka wybiegła z płonącej wieży WTC. Wróciła do wspomnień, gdy dzwoniła do męża

Polka wybiegła z płonącej wieży WTC. Wróciła do wspomnień, gdy dzwoniła do męża

Ucieczka Leokadii Głogowskiej z osiemdziesiątego drugiego piętra World Trade Center trwała ponad godzinę. Polka wybiegła z północnej wieży kilka minut przed tym, jak runął sąsiedni budynek. Dokładnie 25 lat po zamachach opowiedziała o tamtym poranku w „halo tu polsat”.

Ucieczka Leokadii Głogowskiej z osiemdziesiątego drugiego piętra

Rozmowę z Agnieszką Hyży wyemitowano w piątek, w rocznicę zamachów. Głogowska mieszka na Brooklynie, więc łączyła się ze studiem zdalnie. Jej biuro mieściło się w wieży północnej, zaledwie kilka pięter poniżej miejsca, w które o kwadrans przed dziewiątą rano wbił się pierwszy samolot.

Tamtego ranka zjawiła się w biurze o wpół do ósmej. Wcześniej wahała się nad butami. Zamiast ulubionych szpilek włożyła coś wygodniejszego. Jak podaje stacja, właśnie ta chwila mogła zdecydować o jej ocaleniu.

O samym uderzeniu samolotu opowiadała już wcześniej, w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

9/11, kwadrans przed dziewiątą, dokładnie minutę przed uderzeniem samolotu panowała u nas absolutna cisza. Nagle rozległ się huk. Wieża przechyliła się mocno w stronę południową.

– wspominała.

Trzech kolegów Leokadii Głogowskiej zostało na piętrze

Na jej piętrze liczyła się wtedy każda sekunda. Zbiegała klatką schodową ponad godzinę, bo pierwsze dwadzieścia pięter pokonała szybko, a im niżej schodziła, tym więcej ludzi tłoczyło się na wąskich stopniach. Mniej więcej w połowie drogi w dół w sąsiednią wieżę uderzył drugi samolot. W rozmowie z Polskim Radiem w 2020 roku opisała, co zobaczyła zaraz po pierwszym uderzeniu.

Jeśli ktoś natychmiast nie uciekł, po pół minucie już mógł nie wyjść żywy. Na moim piętrze od razu pojawił się gęsty dym, a za dymem szedł ogień, który wszystkim odciął drogę. Straciliśmy trzech kolegów, komputerowców. Zatrzymali się, aby zabezpieczyć system i już nie wyszli.

– relacjonowała.

Trzej informatycy zostali przy komputerach, żeby zabezpieczyć system. Nie zdążyli.

Ona sama była wtedy pewna, że zginie w budynku. Przyznała agencji, że pierwszą myślą, jaka wtedy do niej przyszła, była modlitwa.

Zastanawiałam się, jak umrę. Pierwszą myślą było zwrócić się do Boga. Prosiłam tylko o to, żeby mi dał pokój w sercu, żebym umarła w pokoju.

– wyznała.

Na ulicy usłyszała coś innego.

Jakiś głos mi w sercu mówił: uciekaj, uciekaj z tego miejsca. Ja zaczęłam biec.

– relacjonowała w rozmowie z Agnieszką Hyży.

Leokadia Głogowska oprowadza dziś po Ground Zero

Bieg do Mostu Brooklińskiego zajął jej jakieś cztery minuty. Kiedy się odwróciła, pierwsza z wież zaczynała się walić. W drodze do domu dopadła ją chmura pyłu z zawalonej wieży, a z Manhattanu na Brooklyn szła pieszo około piętnastu kilometrów.

Mąż czekał na wiadomość od niej cztery godziny, bo sieć komórkowa nie działała. Działającą budkę telefoniczną znalazła dopiero po kilku godzinach. Kiedy odebrał, usłyszała w słuchawce jego płacz.

Jeszcze po latach mocniej reagowała na hałas. Polskiemu Radiu mówiła, że z tamtym stresem pomogła jej poradzić sobie wiara.

Przypomnijmy, że w biurze agencji stanu Nowy Jork na osiemdziesiątym drugim piętrze północnej wieży World Trade Center przepracowała osiem lat. Dziś oprowadza po Ground Zero jako wolontariuszka i nie bierze za to napiwków. Tłumaczy, że swoją zapłatę dostała 11 września, bo w odróżnieniu od wielu osób przeżyła. Raz w roku spotyka się z dawnymi współpracownikami. Każdy przynosi białe róże.

Źródło zdjęcia: Wikipedia- Autorstwa Jeffmock – Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2188597