Bez cierpienia nie rozumie się ...
Bez cierpienia nie rozumie się szczęścia.
Człowiek podleje na starość.
Myślisz za dużo, bo myślami zasłaniasz się przed światem;
więcej gadasz, niż obserwujesz;
poddajesz się przesądom,
a nie analizujesz, co się dzieje.
Zbyt wiele urody sprawia, że twardnieje serce.
Jest spora różnica między niemożnością życia bez kogoś, a kochaniem go.
Za pychę się płaci.
Nie jestem już młodzieńczo naiwna, by uważać, że mamy prawo oczekiwać wyłącznie superszczęścia i spełnienia. Wydaje mi się, że życie jest po prostu poligonem, wspaniałą szkołą. Jestem nawet na takim etapie, że chyba nie chciałabym doświadczać wyłącznie momentów przepełnionych szczęśliwością. Mogłabym wtedy przestać rozumieć, czym ona jest.
Lepiej wspominać życie z okrzykiem "nie wierzę, że to zrobiłem”. Niż ze smutnym westchnieniem "szkoda, że się nie odważyłem".
Czy nie oszukiwałem samego siebie? Czy nie czynimy tego wszyscy?
Może ważne rzeczy zdarzają się na wiosnę.
Wierzcie we mnie, a umrzecie... na zawsze.