
Adrian Szymaniak wrócił do domu po kolejnej hospitalizacji. Uczestnik „Ślubu od pierwszego wejrzenia” jest pod całodobową opieką medyczną, a rodzina musiała dostosować mieszkanie do jego potrzeb. Bliscy piszą o powolnej poprawie. Walka toczy się o każdy drobiazg.
Adrian Szymaniak wrócił do domu pod opiekę zespołu medycznego
Najnowsze informacje bliscy przekazali za pośrednictwem strony zbiórki, na której wciąż trwa gromadzenie pieniędzy na kosztowne leczenie. Adrian opuścił szpital. W domu czeka na niego sprzęt medyczny i ludzie, którzy nie odstępują go na krok.
Po kolejnej hospitalizacji Adrian przebywa obecnie w domu, gdzie otoczony jest całodobową, profesjonalną opieką. Jest z nami zespół medyczny, pielęgniarki, opiekunowie medyczni i rehabilitanci, a przede wszystkim – jego najbliższa, kochająca rodzina, która jest przy nim każdego dnia i robi wszystko, co tylko możliwe, żeby miał najlepsze warunki do powrotu do sprawności
– napisała rodzina uczestnika programu.
Za mężczyzną są już kolejne dwie dawki chemioterapii, przyjmowane zarówno w formie wlewów, jak i tabletek. Rodzina podkreśla, ile znaczą teraz wsparcie, miłość i cierpliwość. Efekty są. Przychodzą jednak bardzo wolno.
Dzięki ogromnej pracy całego zespołu, rehabilitacji, leczeniu i codziennej trosce jego stan powoli się poprawia.
– dodali bliscy.
Rodzina musiała przebudować własny dom
Powrót do domowego zacisza wymagał od najbliższych sporej rewolucji. Przestrzeń, w której mieszkają z dwójką dzieci, trzeba było w kilka dni przystosować do wymagań rekonwalescencji. Pojawił się specjalistyczny sprzęt.
Aby zapewnić Adrianowi odpowiednią opiekę, musieliśmy dostosować nasz dom do jego obecnych potrzeb.
– wyjaśnili w oświadczeniu.
Najbardziej porusza to, co napisali dalej. Walka nie toczy się już o wielkie rzeczy. Chodzi o gesty, których nikt zdrowy nawet nie zauważa. Jeden ruch ręką potrafi teraz znaczyć więcej niż wszystko inne.
Każdy dzień jest dziś dla nas walką. Czasem jest to walka o mały ruch, jedno słowo, odrobinę większą samodzielność. Ale właśnie z tych małych rzeczy budujemy nadzieję. Jest coraz lepiej, wyniki się poprawiają.
– przyznali najbliżsi.
Zbiórka na leczenie przekroczyła dwa i pół miliona złotych
Przypomnijmy, że diagnozę uczestnik programu usłyszał w połowie lipca 2025 roku, gdy nagle trafił do szpitala. Lekarze rozpoznali glejaka IV stopnia. To jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu.
Potem był rok skomplikowanych operacji, wyczerpującej chemioterapii i mozolnej rehabilitacji, która pochłonęła całą uwagę rodziny. Doszła do tego terapia Optune, która w Polsce kosztuje 120 tysięcy złotych miesięcznie. Urządzenie trzeba nosić niemal przez całą dobę, a zalecany czas leczenia liczy się w latach.
W lipcu uczestnik programu przekazał fanom smutne wieści o wznowie choroby. Mówił wprost o obrzęku mózgu i drętwieniu kończyn. Kilka dni później głos zabrała jego rodzina.
Anita Szydłowska relacjonuje tę historię od pierwszego dnia i to ona wydała pierwsze oświadczenie po druzgocącej diagnozie męża. Para poznała się w telewizyjnym eksperymencie i jest jedną z nielicznych, którym program dał trwały związek. Wychowują dwoje dzieci.
Na leczenie Adriana Szymaniaka bliscy zbierają pieniądze w internecie. Cel wyznaczyli na trzy miliony złotych. Na koncie zbiórki jest już ponad 2,5 miliona, a wsparło ją blisko 65 tysięcy osób. Tyle udało się uzbierać przez niecały rok.
Wcześniej o życie walczył uczestnik „MasterChefa”, dla którego również ruszyła zbiórka. Tym razem licznik poszedł w miliony. Rodzina prosi teraz o cierpliwość.
Źródło zdjęcia: Instagram Adriana Szymaniaka






