
„MasterChef” to program, który dla wielu uczestników staje się początkiem nowej drogi — spełniania kulinarnych marzeń i budowania kariery. To właśnie tam widzowie poznali Mariusza Komendę, jednego z najbardziej zapamiętanych uczestników ósmej edycji. Dziś jednak jego życie wygląda zupełnie inaczej, zamiast gotować i rozwijać swoją pasję, musi mierzyć się z najtrudniejszym wyzwaniem, jakim jest walka o zdrowie i życie.
„MasterChef” to jeden z najpopularniejszych programów kulinarnych w Polsce. Uczestnicy rywalizują w nim o tytuł najlepszego amatorskiego kucharza, prezentując swoje umiejętności, pomysłowość i charakter pod presją czasu. To właśnie w jednej z edycji widzowie poznali Mariusza Komendę, który szybko zyskał sympatię publiczności. Dziś jednak nie walczy już o kolejne dania i ocenę jurorów, lecz o coś znacznie ważniejszego, o własne życie.
Mariusz Komenda usłyszał dramatyczną diagnozę
Znany z ósmej edycji „MasterChefa” kucharz i restaurator na początku 2026 roku dowiedział się, że zmaga się z bardzo poważną chorobą. Lekarze wykryli u niego glejaka mózgu, czyli złośliwy nowotwór, który wymaga natychmiastowego i bardzo intensywnego leczenia.
Jeszcze niedawno jego codzienność była związana z gastronomią, tworzeniem nowych smaków i pracą w lokalu. Wszystko zmieniło się nagle.
Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi napisać taki post. Zwykle człowiek pisze w internecie o kawie, podróżach, polityce albo o tym, że znowu pada w najmniej odpowiednim momencie. Tymczasem życie uznało, że czas na zupełnie inny scenariusz. Jeszcze kilka miesięcy temu wszystko wyglądało całkiem normalnie. Aż przyszedł początek stycznia 2026 roku i usłyszałem diagnozę, która brzmi jak bardzo kiepski tytuł filmu science-fiction: złośliwy guz mózgu – glejak. I tak, dokładnie od tego momentu zaczął się najtrudniejszy rozdział mojego życia.
Choroba rozwijała się na tyle poważnie, że konieczne było szybkie wdrożenie leczenia neurochirurgicznego.
W krótkim odstępie czasu przeszedł dwie skomplikowane operacje głowy. Podczas pierwszego zabiegu lekarzom udało się usunąć guz, a następnie wdrożono dalsze leczenie. Niestety na tym nie zakończyła się jego walka.
W bardzo krótkim czasie przeszedłem dwie skomplikowane operacje głowy. Podczas pierwszej lekarzom udało się chirurgicznie usunąć glejaka, a loża pooperacyjna została następnie poddana leczeniu radiologicznemu. Niestety potrzebna była kolejna operacja. W jej trakcie lekarze musieli usunąć fragment kości czaszki, żeby ratować moje zdrowie i zmniejszyć ryzyko powikłań. Brzmi poważnie – bo tak właśnie było. Ale historia jeszcze się nie kończy.
Obecnie Mariusz przechodzi intensywną rehabilitację i czeka na dalsze wyniki badań, które mają pomóc lekarzom w zaplanowaniu kolejnych etapów terapii.
Leczenie jest bardzo kosztowne
Walka z nowotworem oznacza nie tylko ogromne obciążenie fizyczne i psychiczne, ale również bardzo duże koszty. Konieczne są częste przejazdy do specjalistycznych placówek, konsultacje, rehabilitacja oraz kolejne badania.
Z tego powodu uruchomiono zbiórkę pieniędzy, która ma pomóc Mariuszowi sfinansować leczenie i dalszą walkę o zdrowie.
Jeszcze kilka miesięcy temu moje życie wyglądało zupełnie normalnie. Na początku stycznia 2026 roku wszystko się zmieniło. Usłyszałem diagnozę, która brzmi jak wyrok: guz wzgórza prawego o cechach radiologicznych glejaka złośliwego… Chciałbym móc skupić się na tym, co najważniejsze – na walce o zdrowie i życie, a nie na ciągłym martwieniu się o pieniądze na kolejne leczenie. Dlatego z ogromną pokorą proszę o pomoc. Każda wpłata – nawet najmniejsza – ma dla mnie ogromne znaczenie
Na apel odpowiedziały już osoby z jego otoczenia oraz ci, którzy poznali go wcześniej jako człowieka zawsze gotowego do działania i pomocy innym. Dziś role się odwróciły — to on potrzebuje wsparcia.
W jego sprawie organizowane są również działania charytatywne, których celem jest nie tylko zebranie środków, ale też pokazanie, że nie został z tym wszystkim sam.
źródło zdjęć: @komendamariusz






