Nie żyje 33-letni znany pięściarz!

Nie żyje 33-letni znany pięściarz!

Prichard Colón nie żyje. Były portorykański pięściarz zmarł w wieku 33 lat, niemal 11 lat po walce, która odebrała mu zdrowie i karierę. O śmierci syna poinformował jego ojciec. Jego wpis poruszył cały świat boksu.

Prichard Colón nie żyje, a wiadomość przekazał jego ojciec

Informacja pojawiła się w czwartek, 13 sierpnia. Richard Colón, ojciec i dawny trener zawodnika, opublikował krótki wpis w mediach społecznościowych. Nie krył bólu.

Z przykrością informuję o odejściu mojego syna Pricharda z tego ziemskiego świata. Jest teraz w lepszym miejscu. Zrobiłem wszystko, co mogłem, aby spełnić jego marzenie o wakacjach w Portoryko, ale nie było to możliwe

– napisał Richard Colón.

Śmierć pięściarza potwierdził także Paco Valcárcel, przedstawiciel federacji WBO. Kondolencje popłynęły z całego środowiska bokserskiego. Słowa bliskich niosą się szeroko, podobnie jak wtedy, gdy oświadczenie księżnej Kate poruszyło wszystkich.

Feralna walka z Terrelem Williamsem przerwała jego karierę

Colón miał 23 lata, gdy 17 października 2015 roku wszedł do ringu w Fairfax w stanie Wirginia. Jego rywalem był Terrel Williams. Do tego pojedynku Portorykańczyk pozostawał niepokonany.

Wygrał wszystkie 16 zawodowych walk, aż 13 z nich przed czasem. RMF24 podaje jednak, że nokautów było 12. W amatorskiej karierze zanotował 170 zwycięstw w 185 pojedynkach, a eksperci widzieli w nim następcę Félixa Trinidada.

Podczas walki Williams wielokrotnie trafiał go w tył głowy. To tak zwane królicze ciosy, w boksie zakazane. Sędzia ukarał Amerykanina za jedno z takich uderzeń, ale pojedynek trwał dalej. Colón skarżył się na zawroty głowy, a lekarz ringowy pozwolił mu kontynuować.

W dziewiątej rundzie Portorykańczyk znalazł się na deskach. Chwilę później jego narożnik zdjął mu rękawice, co oznaczało automatyczną dyskwalifikację. Tu wersje portali się rozchodzą. Serwis Party pisze, że sekundanci sądzili, iż walka dobiegła końca, a RMF24 – że trener przerwał ją świadomie, aby chronić zawodnika.

Prawdziwy dramat zaczął się w szatni. Colón zaczął wymiotować i stracił przytomność. Lekarze rozpoznali ciężki krwiak podtwardówkowy, konieczna była natychmiastowa operacja mózgu. W śpiączce spędził 221 dni.

Wybudzenie nie oznaczało powrotu do zdrowia, bo uszkodzenie mózgu okazało się nieodwracalne. Do końca życia poruszał się na wózku i porozumiewał przy pomocy komputera wspomagającego mowę. Opiekę zapewniała mu rodzina.

Po tragedii WBC wprowadziła regułę Pricharda Colóna

Sprawa Colóna zmieniła zasady w sportach walki. WBC wprowadziła regułę Pricharda Colóna, która bezwzględnie zakazuje uderzeń w tył głowy i potylicę. W 2021 roku federacja przyznała mu tytuł honorowego mistrza. Pamięć zawodnika uczciła również WBO.

Spoczywaj w pokoju, mistrzu

– napisano na profilu organizacji.

Przypomnijmy, że w 2017 roku bliscy pięściarza pozwali lekarza ringowego, doktora Richarda Ashby’ego, oraz grupy promotorskie DiBella Entertainment i HeadBangers Boxing. Domagali się ponad 50 milionów dolarów odszkodowania.

Zarzucili lekarzowi, że zignorował objawy zgłaszane przez zawodnika w trakcie pojedynku. Sprawa wciąż nie znalazła finału w sądzie. Matka Pricharda, Nieves Colón, nieraz mówiła o obawie, że rozstrzygnięcie może nigdy nie nastąpić.

Prichard Colón miał być gwiazdą ringu. Zamiast tego jego nazwisko stało się symbolem tego, czym kończą się ciosy w tył głowy. Zmarł w wieku 33 lat.

Źródło zdjęcia: Canva