
Puma pod Wałbrzychem nie została jeszcze odnaleziona, a w środę 19 sierpnia zebrały się sztaby kryzysowe. W teren ruszyły patrole policji i straży miejskiej, do tego drony oraz termowizja. Leśnicy mają do sprawdzenia około 18 tysięcy hektarów lasu. Zadanie nie jest łatwe.
Sztaby kryzysowe zebrały się w sprawie pumy pod Wałbrzychem
Trwa sprawdzanie terenów wokół Wałbrzycha, gdzie miała pojawić się puma. Po środowych posiedzeniach sztabów kryzysowych w teren ruszyły patrole policji oraz straży miejskiej. Dołączyły do nich osoby zajmujące się dzikimi zwierzętami.
Sztab zwołali starosta wałbrzyski Leonard Górski i prezydent Wałbrzycha Roman Szełemeja. Starosta zapewnił, że żaden sygnał od mieszkańców nie zostanie zostawiony bez reakcji. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele policji, straży miejskiej, nadleśnictwa i służb weterynaryjnych.
Byli też ratownicy GOPR, myśliwi, powiatowy lekarz weterynarii oraz fundacje Dzika Nadzieja i Patataj, które zajmują się dzikimi zwierzętami. Twardych dowodów wciąż brakuje. Nikt nie znalazł ani tropów, ani odchodów drapieżnika. Kierownik Biura Zarządzania Kryzysowego Marcin Szewczak zapowiedział, że dopiero fizyczne potwierdzenie śladów uruchomi procedury bezpiecznego odłowienia zwierzęcia.
Osiemnaście tysięcy hektarów lasu do sprawdzenia
Leśnicy nie ukrywają, że odnalezienie zwierzęcia nie będzie łatwe. Jak mówi w rozmowie z Polskim Radiem nadleśniczy Jerzy Zemlik, służby sięgnęły po kilka metod naraz.
Wykorzystujemy w celu monitoringu patrole naziemne, nasze urządzenia w postaci kamer i fotopułapek. Dysponujemy też możliwością patroli realizowanych przez drony, ale również z wykorzystaniem urządzeń termowizyjnych
– wyjaśnił nadleśniczy.
Drony z termowizją mają pomóc tam, gdzie zwykły patrol nie dotrze. Puma nie jest gatunkiem, który trzyma się jednego miejsca, a do przeszukania zostaje ogromny kompleks leśny. Lasy w rejonie poszukiwań pozostają otwarte. Zakazu wstępu nie ma.
Mieszkańcy Wałbrzycha podchodzą do sprawy spokojnie
Część z nich w ogóle nie zmieniła swoich przyzwyczajeń.
Nie mam żadnego strachu. No może gdzieś jest, ale ja tak średnio wychodzę z domu chodzić po lesie, gdzie myślę, że mogłabym ją spotkać
– mówi jedna z mieszkanek.
Inaczej mówią osoby z domów bliżej lasu. Chodzi o rejon Zagórza Śląskiego i Michałkowej.
Oczywiście, że jest strach. Myślę, że nie tylko mój, ale też innych mieszkańców. Wszyscy mamy dzieci, ale nawet sami jako dorośli się boimy. Są to dzikie zwierzęta
– przyznaje inna mieszkanka.
Samorząd zaleca spokój i rozwagę w lasach oraz na terenach przyleśnych. Dzieciom trzeba zapewnić szczególną opiekę, a psy prowadzić na smyczy. Spotkanie z drapieżnikiem należy zgłosić pod numer 112.
Przypomnijmy, że pierwsze zgłoszenia o dużym kocie płynęły z Karkonoszy. Potem doniesienia przesunęły się do powiatu kłodzkiego, gdzie zwierzę miało pojawić się w rejonie między Szczytną a Polanicą-Zdrojem. 13 sierpnia ostrzeżenie wydało tamtejsze starostwo. Zdjęcie z fotopułapki powstało 9 sierpnia w Leśnictwie Lutomia, a pokazało je na Facebooku Nadleśnictwo Świdnica.
Zwierzę mogło uciec z hodowli w Czechach, ale to na razie tylko hipoteza. Puma potrafi pokonywać nawet 20 kilometrów dziennie. Dlatego jej namierzenie jest tak trudne. Poszukiwania trwają.
Źródło zdjęcia okładki: Canva






