
Poszukiwania na plaży w Darłowie ruszyły z nową siłą po odnalezieniu telefonu Emilii Koprowskiej. We wtorek 15 września na wybrzeże wrócili policjanci i ratownicy morscy, a główne działania zaplanowano na środę. Rodzina 37-latki studzi jednak emocje.
Sprawa Emilii Koprowskiej toczy się od 30 sierpnia. 37-latka z Koszalina bawiła się wtedy z mężem na festiwalu muzyki techno w nadmorskim Darłowie. Po kłótni o wspólnie prowadzone interesy oddaliła się w nieznanym kierunku, zostawiając samochód. Poszukiwania trwały, ale brakowało jakichkolwiek punktów zaczepienia.
Poszukiwania na plaży w Darłowie ruszyły od nowa
Odnalezienie smartfona błyskawicznie zmieniło tempo działań śledczych. Główne uderzenie zaplanowano na środę 16 września. Już we wtorek na darłowskiej plaży zaroiło się jednak od funkcjonariuszy oraz ratowników morskich.
Jak podaje „Fakt”, służby wzięły pod lupę odcinek wybrzeża oddalony o 200 do 300 metrów od terenu festiwalu, z którego wyszła Emilia. Ten teren sprawdzano już wcześniej. Tym razem weryfikacja jest dużo bardziej szczegółowa.
Ratownicy z bosakami przeczesują płytkie wody Bałtyku w okolicach drewnianych palików. Z brzegu każdy metr wybrzeża monitorują policyjne drony. Poszukiwania skupiły się na wąskim pasie wybrzeża.
Telefon Emilii Koprowskiej zabezpieczono na terenie Darłowa
Koszalińska policja oficjalnie potwierdziła, że aparat należy do zaginionej. Rzeczniczka Izabela Sreberska przekazała, że urządzenie znaleziono na terenie Darłowa. O samym znalezisku pisaliśmy w osobnym tekście.
Nieoficjalne doniesienia idą dalej. Jak podaje „Fakt” powołujący się na dwa niezależne źródła, telefon miał być zakopany w ziemi kilkaset metrów od miejsca, w którym stało auto 37-latki. Mundurowi nie chcą tego potwierdzić.
Rodzina zaginionej 37-latki tonuje emocje
Brat Emilii został zapytany, czy znalezisko daje bliskim nowe nadzieje. Odpowiedział powściągliwie. Przyznał, że zabezpieczony sprzęt to „tylko albo aż” telefon, a jego siostra wciąż pozostaje zaginiona. Rodzina wierzy jednak, że policja robi wszystko, by sprowadzić ją do domu.
Emocji w tej sprawie nie brakuje. W poniedziałek 14 września z Bałtyku wyłowiono ciało kobiety, a w miniony weekend kolejne z Parsęty. Internauci od razu połączyli te znaleziska z zaginięciem 37-latki. Policja szybko zdementowała spekulacje.
Ciała należą do mieszkanek woj. zachodniopomorskiego. Żadne z nich to nie jest jednak zaginiona kobieta
– przekazała rzeczniczka koszalińskiej policji.
Przypomnijmy, że mąż Emilii zgłosił jej zaginięcie dopiero 1 września. Śledczy podkreślają, że zmieniał wersję wydarzeń i zasłaniał się stresem, ale nie jest ani podejrzany, ani podejrzewany. Jego nocne nagranie z posesji opisywaliśmy w poniedziałek.
W pewnym momencie oddaliła się w nieznanym kierunku i od tamtej pory nie wróciła do domu ani nie skontaktowała się z rodziną
– relacjonowała Izabela Sreberska.
Policja wciąż apeluje do świadków o pomoc. Emilia Koprowska jest szczupła, ma kasztanowe włosy i zielone oczy. W dniu zaginięcia miała na sobie białe jeansy, białą koszulkę, czarną skórzaną kurtkę oraz białe tenisówki. Przy sobie miała brązowy plecak i okulary korekcyjne w czerwonych oprawkach.
Poszukiwania trwają już ponad dwa tygodnie. Środa ma przynieść szerzej zakrojone przeszukanie wybrzeża. Rodzina czeka na sygnał.
Źródło zdjęcia: Canva/ Facebook Koszalin Info






