
Awaria na śląskiej kolei zaczęła się w środę około trzeciej nad ranem. Większość pociągów w regionie notuje opóźnienia, a część kursów została odwołana. Przyczyną jest usterka urządzeń sterowania ruchem i brak ich zasilania. Terminu powrotu do rozkładu nikt na razie nie podał.
Problemy zaczęły się jeszcze przed świtem. Około trzeciej nad ranem stanęły urządzenia sterujące ruchem pociągów w województwie śląskim, a do tego zabrakło ich zasilania. Skutki objęły cały region. Od pierwszych porannych kursów pasażerowie zostali na peronach dłużej, niż planowali.
Awaria na śląskiej kolei objęła kilka kluczowych stacji
Jak informują służby, zakłócenia dotyczą Chorzowa Batorego, Katowic Ligoty, Mysłowic oraz Będzina. To węzły, przez które przechodzi ruch z kilku kierunków naraz. Dlatego opóźnienie jednego składu natychmiast ciągnie za sobą kolejne, a skutki awarii są odczuwalne w całym regionie.
Przewoźnik podaje konkretne liczby. Pociąg numer 40201 z Katowic do Chorzewa Siemkowic wyjechał z opóźnieniem sięgającym 110 minut. Skład numer 94805 z Katowic do Węgierskiej Górki ruszył 95 minut po czasie, a pociąg z Gliwic do Częstochowy nabrał 75 minut. Lista utrudnień jest długa.
Odwołane kursy i autobusy zamiast pociągów
Całkowicie odwołany został kurs z Gliwic do Dąbrowy Górniczej Ząbkowic. Pociągi nie pojechały też z Raciborza do Katowic, a na trasie z Chałupek do Katowic składy nie kursują na odcinku do Rybnika.
Za część odwołanych połączeń przewoźnik wysłał autobusy. Zastępcza komunikacja objęła między innymi relację Gliwice – Wodzisław Śląski, gdzie dwa poranne kursy skreślono w całości. Na innych odcinkach zastępczego transportu nie ma. Tam pozostaje czekanie.
Bilety Kolei Śląskich honoruje teraz metropolia
Przewoźnicy wprowadzili wzajemne honorowanie biletów. Bilety Kolei Śląskich są uznawane w pojazdach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii na całym jej obszarze. To oznacza, że z biletem na pociąg można wsiąść w autobus albo tramwaj. Dla wielu pasażerów to jedyny sposób, żeby zdążyć do pracy.
Służby techniczne pracują nad usunięciem usterki, ale przewidywanego czasu przywrócenia pełnej sprawności urządzeń nikt jeszcze nie podał. Nie wiadomo więc, kiedy śląskie tory wrócą do normalnego rozkładu. Na razie przed każdym wyjazdem trzeba sprawdzać komunikaty przewoźnika.
Przypomnijmy, że to nie pierwsze takie zamieszanie w regionie. W czerwcu tego roku w okolicy stacji Katowice uszkodzono kabel zasilający podczas prac inwestycyjnych. Zabrakło wtedy kontroli nad położeniem części rozjazdów, a pracownicy musieli sprawdzać je ręcznie w terenie. Ruch wstrzymywano okresowo.
Tamta awaria skończyła się podobnym rachunkiem. Opóźnienie zanotowały wtedy 43 pociągi pasażerskie, a łącznie uzbierało się 1983 minuty. Pojedyncze składy spóźniały się od dziesięciu do kilkudziesięciu minut. Część kursów odwołano.
Źródło zdjęcia: Canva






