
Nożownik z Jarosławia został doprowadzony do prokuratury dzień po ataku w opactwie. Ihor M. wciąż nie usłyszał zarzutów, a śledczy mają na to 48 godzin od zatrzymania. Motyw pozostaje nieznany. Prokuratura pracuje na miejscu tragedii.
Do ataku doszło w czwartek 24 września rano, na terenie jarosławskiego opactwa przy ulicy Benedyktyńskiej. 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował nożem pięć osób. Broń zabrał z klasztornej kuchni. Jedna z ofiar zmarła, a cztery kolejne trafiły do szpitali.
Nożownik z Jarosławia wciąż czeka na przesłuchanie
Jak przekazała Radiu ESKA Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu, trwają czynności zmierzające do umieszczenia mężczyzny w policyjnym pomieszczeniu dla osób zatrzymanych. Nie wiadomo, kiedy dokładnie ruszy przesłuchanie. Czasu jednak nie ma wiele.
31-latek ma usłyszeć zarzuty w ciągu 48 godzin od zatrzymania. Śledczy muszą do tego czasu ustalić dokładny przebieg ataku i odpowiedzieć na pytanie o motyw. Prokuratura nie ujawnia na razie, jakie zarzuty rozważa.
Na terenie opactwa nadal prowadzone są czynności procesowe. Technicy zabezpieczają ślady i dowody, które mają pomóc odtworzyć przebieg czwartkowego poranka. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Przemyślu.
Zginął ksiądz, który wyszedł z konfesjonału
Ofiarą ataku jest ksiądz Stanisław Zbojnowicz, kapłan archidiecezji przemyskiej pochodzący z Grzęski w powiecie przeworskim. W jarosławskim opactwie posługiwał jako zakrystianin w ośrodku kultury i formacji chrześcijańskiej. Spowiadał przed poranną mszą.
Gdy usłyszał zamieszanie, wyszedł z konfesjonału i ruszył zamknąć bramę kościoła, żeby osłonić wiernych. Wtedy napastnik zadał mu cios nożem. Kapłan miał przebite płuco. Zmarł w jarosławskim szpitalu.
Ranni zostali także dwaj inni duchowni oraz dwoje świeckich, którzy próbowali pomóc zaatakowanym. Jeden z księży wrócił już do domu. Drugi przeszedł dwie operacje, a jego stan opisywany jest jako ciężki, ale stabilny.
Napastnik przyjechał do Polski z Niemiec
Jak ustaliło Radio ESKA, 31-latek miał wcześniej służyć w ukraińskiej armii i walczyć na froncie. Przy mężczyźnie znaleziono paszport ukraiński i niemiecki, a w systemach figuruje z polskim numerem PESEL. W Polsce bywał więc wcześniej.
W nocy z 23 na 24 września przyjechał z Niemiec i kierował się w stronę przejścia granicznego w Korczowej. Granicy nie przekroczył. Zawrócono go z powodu problemów z ubezpieczeniem samochodu. Stamtąd trafił do Jarosławia.
Przypomnijmy, że do ataku doszło w kościele świętego Mikołaja Biskupa, stojącym na terenie opactwa sióstr benedyktynek. Arcybiskup Adam Szal nazwał to zdarzenie dramatycznym i niezrozumiałym oraz poprosił o modlitwę za zmarłego kapłana, poszkodowanych i o nawrócenie sprawcy. Tego samego dnia w jarosławskiej kolegiacie odmówiono różaniec.
Kondolencje przekazał też burmistrz Jarosławia Marcin Nazarewicz. Napisał o ogromnej pustce, jaką zostawiła nagła śmierć kapłana. Samorząd łączy się w modlitwie z rodziną zmarłego, siostrami benedyktynkami i pozostałymi poszkodowanymi. Na ustalenia śledczych trzeba jeszcze poczekać.
źródło zdjęć: Canva






