
Oznakowanie punktów schronienia w całej Polsce ma się zakończyć do końca 2026 roku. Zapowiedział to w rozmowie z PAP wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz. W rządowej aplikacji zaznaczono już ponad 86 tysięcy takich miejsc. Zarządca na razie nie musi ich otwierać.
Oznakowanie punktów schronienia ma być gotowe do końca roku
Chodzi o miejsca, które pokazuje aplikacja gdziesieukryc.pl. To przejścia podziemne, tunele, stacje metra, garaże podziemne i inne obiekty, w których można przeczekać nagłe zagrożenie. Aplikacja uwzględnia zarówno groźną pogodę, jak i atak z powietrza.
Każdy taki punkt dostanie międzynarodowy znak obrony cywilnej. Będzie to niebieski trójkąt równoboczny na pomarańczowym tle oraz biały napis na zielonym tle. Trudno go będzie przeoczyć.
Według wiceministra oznakowanie ma jasno wskazywać punkt schronienia. Osoby zarządzające obiektem powinny go wtedy udostępnić w razie zagrożenia. Przepis, który reguluje tę kwestię, jest na końcowym etapie uzgodnień międzyresortowych.
Z projektu rozporządzenia MSWiA, o którym pisał wcześniej portal InfoSecurity24, wynika, że tabliczki mają zawisnąć do 31 grudnia 2026 roku. Umieścić je mają właściciele lub zarządcy budynków. Znaki mają trafiać do nich za pośrednictwem wojewodów i powiatów, a na miejscu pomogą komendanci Państwowej Straży Pożarnej we współpracy z samorządami.
W czasie pokoju zarządca nie ma obowiązku otwierać schronu
Większość obiektów w aplikacji ma status punktu o ograniczonej dostępności. Oznacza to, że bywają otwarte tylko w określonych godzinach albo po kontakcie z zarządcą. Obecne przepisy nie nakładają na niego prawnego obowiązku udostępnienia takiego miejsca. Zmieni to dopiero wojna.
Leśniakiewicz, zapytany o tę lukę, odpowiedział, że ustawa o ochronie ludności nie jest ustawą nakładającą rygory prawne na kogokolwiek. Resort od początku widział w niej narzędzie innego rodzaju.
Wychodziliśmy z założenia, że ma to być ustawa, która będzie kształtowała świadomość i odpowiedzialność naszych obywateli za siebie wzajemnie
– tłumaczył wiceszef MSWiA w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Jak dodał, w czasie pokoju udostępnianie punktów opiera się na solidarności społecznej, a nie na obowiązku. Zaznaczył jednak, że już teraz, w trakcie alertów, obiekty należy otwierać. Zdaniem wiceministra ludzie w sytuacji, gdy dzieje się coś złego, są z reguły otwarci na wzajemną pomoc. W czasie wojny udostępnienie punktów schronienia będzie już obowiązkowe.
Ekspert wskazuje, czego brakuje w oznakowaniu i aplikacji
Krytycznie o aplikacji wypowiedział się Paweł Szmitkowski, profesor z Instytutu Nauk o Bezpieczeństwie Uniwersytetu w Siedlcach. Jego zdaniem brakuje w niej przede wszystkim informacji, z jakim rodzajem obiektu mamy do czynienia. Użytkownik nie wie, czy trafi do piwnicy, garażu czy zupełnie innego miejsca.
Ekspert postuluje też zmianę przepisów. Chciałby, aby w razie ogłoszenia alarmu zarządcy budynków byli zobligowani do otwarcia części wspólnych, takich jak świetlice, wózkownie, pralnie i suszarnie. Takiego obowiązku dziś nie ma.
Przypomnijmy, że w ostatnich tygodniach resort mocno przyspieszył działania w sprawie ochrony ludności. Pod koniec września MSWiA wydało instrukcję na wypadek ataku z powietrza, która trafia do samorządów. Leśniakiewicz wskazywał też, kto odpowiada za schronienie pracowników w firmach. Oznakowanie ma być kolejnym krokiem.
Źródło zdjęcia: Canva






