Syreny zawyły w Warszawie i wybuchła burza!

Syreny zawyły w Warszawie i wybuchła burza!

W poniedziałek 12 października po godzinie 9:00 syreny zawyły w Warszawie. Tak wystartowały pięciodniowe ćwiczenia Syrena-26 na Mazowszu, a mieszkańcy dostali wcześniej alert RCB. Nie wszyscy przyjęli ten dźwięk ze spokojem. W sieci szybko zawrzało.

Pierwsza próba w stolicy była zapowiadana od kilku dni, a informacje o ćwiczeniach publikowały zarówno urząd wojewódzki, jak i miejskie centrum kontaktu, mimo to minutowy sygnał wielu osobom popsuł poranek. Ćwiczenia potrwają do piątku 16 października.

Syreny zawyły w Warszawie na początek ćwiczeń Syrena-26

Komunikat w tej sprawie przekazało Miejskie Centrum Kontaktu Warszawa 19115. Wynika z niego, że w stolicy syreny będą uruchamiane kilkakrotnie, w dniach 12 i 16 października.

Za każdym razem słychać ciągły dźwięk trwający jedną minutę. To sygnał ćwiczebny, który nie oznacza żadnego realnego zagrożenia i ma sprawdzić wewnętrzne procedury reagowania oraz działanie systemu alarmowania i ostrzegania ludności.

Prosimy o zachowanie spokoju oraz niepodejmowanie żadnych działań

– zaapelowały władze. W tym samym tonie utrzymany był alert RCB, który kończył się słowami „Zachowaj spokój”.

Mazowsze nie jest jedynym regionem, w którym w poniedziałek słychać syreny. Jak podaje portal naTemat, alert RCB wysłany w niedzielę 11 października trafił też do mieszkańców Wałbrzycha i powiatu wałbrzyskiego. Tam trening systemu alarmowania zaplanowano w godzinach 8:00-16:30.

Internauci nie kryją emocji po porannym teście

Nagrania i wpisy z pierwszej próby w stolicy błyskawicznie trafiły na platformę X, gdzie od rana nie brakowało komentarzy na temat porannego hałasu. Reakcje były skrajne. Część użytkowników podeszła do sprawy z przymrużeniem oka.

Wstałem, ale co to za wstanie, jak cię budzą syreny

– ironizował jeden z nich. Innym nie było jednak do śmiechu, a wśród najbardziej zirytowanych znalazł się publicysta Łukasz Warzecha, który nie przebierał w słowach.

Kilka minut uciążliwego wycia, świdrującego w głowie, pracować nie można. Rozumiem, że po prostu trzeba wzmacniać nastrój ogólnej grozy

– napisał. Pojawiły się też głosy podważające sens całego przedsięwzięcia.

Testują syreny. Oczywiście tylko je. Bo nie ćwiczą ewakuacji, mobilizacji, nie weryfikują stanu punktów schronienia

– wytknął kolejny internauta. Ktoś inny przewidywał najgorszy scenariusz: „Jak kiedyś te syreny będą faktycznie potrzebne, to nikt nie zareaguje!”.

Przypomnijmy, że pod koniec lipca syreny zawyły nad Lubelszczyzną. Mieszkańcy regionu nie dostali wtedy żadnego alertu RCB na telefony, więc ze snu wyrwał ich sam dźwięk alarmu. Tym razem było inaczej.

Prawdziwy alarm brzmi zupełnie inaczej

Dźwięku ćwiczebnego nie da się pomylić z prawdziwym ostrzeżeniem, bo system alarmowania korzysta z zupełnie innych, znacznie dłuższych sygnałów. Alarm ogłasza się trzyminutowym sygnałem modulowanym. Odwołuje się go z kolei trzyminutowym dźwiękiem jednostajnym.

Istnieje też trzeci sygnał, przeznaczony dla strażaków. To trzykrotnie powtarzany, wzrastający i opadający dźwięk z 30-sekundowymi przerwami. Minutowy ciągły ton do żadnej z tych kategorii nie należy.

Co robić, gdy zagrożenie jest realne? Po usłyszeniu prawdziwego alarmu najważniejsze jest zachowanie spokoju i szukanie oficjalnych informacji w mediach oraz komunikatach służb.

Jeżeli usłyszysz dźwięk syreny alarmowej, włącz radio lub telewizor na lokalną stację, słuchaj komunikatów o zagrożeniu i postępuj zgodnie z poleceniami

– radzi MSWiA. Trzeba też sprawdzić, gdzie są domownicy, i ich ostrzec.

Gdy w pobliżu nie ma schronu, obowiązuje zasada dwóch ścian. Chodzi o pomieszczenie bez okien, oddzielone od elewacji co najmniej dwiema grubymi, pełnymi ścianami. Może to być łazienka, wewnętrzny korytarz albo klatka schodowa.

Jeśli alarm zastanie kogoś poza domem, najlepiej szukać schronienia na najniższej kondygnacji budynku, a sprawdzi się też garaż podziemny, tunel lub przejście podziemne. Kolejny test w Warszawie zaplanowano na 16 października.

Źródło zdjęcia: Canva