
Psychologowie wskazali zdania kłamców, które pojawiają się w codziennych rozmowach zaskakująco często. Pojedynczy zwrot niczego jeszcze nie przesądza. Problem zaczyna się wtedy, gdy rozmówca sięga po nie raz za razem, a jego historia przestaje się kleić.
Osoby mijające się z prawdą często mówią w bardzo podobny sposób. Zwraca na to uwagę portal Ofeminin, który zebrał pięć zwrotów uznawanych przez psychologów za sygnał ostrzegawczy. Nie chodzi o drżące ręce ani o unikanie wzroku. Chodzi o słowa.
Te zdania kłamców słychać w wielu domach
Pierwsze z nich brzmi: „Kto mógłby wymyślić coś takiego?”. Kłamca próbuje w ten sposób przekonać rozmówcę, że historia jest zbyt nieprawdopodobna, by ktokolwiek mógł ją zmyślić. Odwraca uwagę od siebie. Buduje pozory szczerości.
Drugi zwrot jest jeszcze prostszy: Przecież mnie znasz. W sytuacji stresowej zamiast wyjaśnień pojawiają się emocje, a takie zdanie ma wzbudzić u drugiej strony poczucie winy i podważyć jej pewność siebie. Często skutecznie zniechęca do dalszych pytań.
Trzecie zdanie to Nigdy tego nie powiedziałem. Zaprzeczanie własnym słowom należy do najczęstszych mechanizmów manipulacji. Podobnie działają zwroty „Tego nie mówiłem” lub „Źle mnie zrozumiałeś”. Wprowadzają zamęt. Z czasem mogą prowadzić do utraty zaufania w związku, w przyjaźni czy w relacjach z rodziną.
Kłamca bagatelizuje i tłumaczy się nieporozumieniem
Czwarty sygnał to krótkie To nic takiego. Bagatelizowanie sprawy pozwala uniknąć odpowiedzialności, bo osoba, która często ucieka się do nieprawdy, przedstawia problem jako nieistotny, chce szybko zamknąć dyskusję i złagodzić ewentualne konsekwencje. Rozmowa się urywa.
Ostatni zwrot pojawia się zwykle wtedy, gdy na stole leżą już dowody. Brzmi: Nie o to mi chodziło. Przyłapany kłamca łagodzi swoje wcześniejsze słowa i tłumaczy wszystko zwykłym nieporozumieniem. Winny nagle nie ma winy.
Co ciekawe, ta lista nie dotyczy wyłącznie oszustów z kryminalnych historii, bo takie zdania padają w kłótniach małżeńskich, w biurze i między znajomymi. Właśnie dlatego tak łatwo je przeoczyć.
Drobne kłamstwa rosną, pokazały badania mózgu
Ofeminin przypomina też, że powtarzane kłamstwa mogą zmienić się w nawyk, a osoby stosujące takie mechanizmy z czasem przestają zwracać uwagę na ich konsekwencje. To spostrzeżenie ma oparcie w nauce. Badacze z University College London i Duke University opisali to zjawisko w piśmie Nature Neuroscience w październiku 2016 roku.
W eksperymencie wzięło udział 80 osób. Uczestnicy szacowali, ile monet znajduje się w słoiku, i przekazywali wynik partnerowi, którego nie widzieli. W części zadań zawyżenie liczby dawało im korzyść kosztem drugiej osoby. Zaczynali od drobnych przekłamań.
Z każdą kolejną rundą przesadzali coraz bardziej, a jednocześnie słabła reakcja ciała migdałowatego, czyli obszaru mózgu silnie związanego z emocjami. Najmocniej reagowało ono przy pierwszym kłamstwie. Potem coraz słabiej.
Co więcej, im większy był spadek aktywności tego obszaru, tym większego kłamstwa można było się spodziewać przy następnej decyzji. Autorzy badania, Neil Garrett i Tali Sharot, opisali to jako równię pochyłą, na której małe nieuczciwości z czasem przeradzają się w poważne kłamstwa.
Przypomnijmy, że to właśnie emocje działają jak hamulec. Nieprzyjemne uczucie po skłamaniu dla własnej korzyści ogranicza to, jak daleko człowiek jest gotów się posunąć. Gdy ten sygnał słabnie, hamulec przestaje działać.
Psychologowie podkreślają jednak, że każdy może wypowiedzieć jedno z tych zdań z zupełnie uczciwych powodów. Kluczowe jest obserwowanie powtarzalności takich zachowań, niespójności w opowieściach oraz skłonności do unikania odpowiedzialności. Dopiero te elementy razem mogą świadczyć o tym, że rozmówca nie zawsze mówi prawdę. Jedno zdanie to za mało.
Źródło zdjęcia: Canva






