RCB wysłało dziewięć alertów w kilka godzin. Jeden z nich kazał szukać bezpiecznego miejsca

RCB wysłało dziewięć alertów w kilka godzin. Jeden z nich kazał szukać bezpiecznego miejsca

Mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia dostali w poniedziałek 28 września i w nocy na wtorek dziewięć alertów RCB. Chodziło o rosyjskie ataki na Ukrainę, a jeden SMS wzywał do szukania schronienia. Ostatnie odwołanie przyszło po północy.

Seria zaczęła się w poniedziałek o 16:28. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało wtedy pierwsze ostrzeżenie do osób przebywających w województwie lubelskim. Jako powód podano rosyjskie uderzenia lotnicze za wschodnią granicą i operowanie polskiego lotnictwa.

Tak brzmiała treść wiadomości, która tego dnia wracała na telefony kilka razy:

UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów

Wojsko postawiło w gotowość naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego. Dowództwo Operacyjne RSZ tłumaczyło, że to działanie zapobiegawcze.

Działania te mają charakter prewencyjny i są ukierunkowane na zabezpieczenie przestrzeni powietrznej oraz jej ochronę, zwłaszcza w rejonach przyległych do zagrożonych obszarów

– przekazało Dowództwo Operacyjne.

Dron spadł dwa kilometry od granicy w Dorohusku

Krótko po 17:00 zrobiło się groźniej. Części województwa lubelskiego RCB zaleciło natychmiastowe ukrycie się przed zagrożeniem z powietrza. Mieszkańcy mieli znaleźć bezpieczne miejsce, stosować się do poleceń służb i czekać na kolejne komunikaty.

Powodem był rosyjski dron, który rozbił się po ukraińskiej stronie, w okolicach przejścia granicznego Jagodzin-Dorohusk. Maszyna spadła około 2 kilometrów od polskiej granicy. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził tę odległość i zapewnił, że polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona.

Na nagraniu, które krąży w sieci, widać drona lecącego nisko nad jezdnią, a po chwili uderzającego w ziemię. Przejścia graniczne w Dorohusku i Zosinie czasowo wstrzymały pracę.

Rzecznik Dowództwa Operacyjnego RSZ ppłk Jacek Goryszewski wyjaśnił w rozmowie z Wirtualną Polską, skąd wzięło się ostrzeżenie.

Po raz kolejny w bezpośredniej styczności z naszą granicą operowały drony. Stąd też nastąpiło przekazanie sygnałów do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o możliwym zagrożeniu z powietrza.

– tłumaczył wojskowy. Po kilkunastu minutach RCB odwołało alarm.

Dziewięć alertów RCB do północy. Podkarpacie dostało mniej

Na tym się nie skończyło. Kolejne wiadomości przyszły o 18:50 i o 20:39, tym razem do mieszkańców obu województw. Między nimi RCB rozsyłało odwołania.

W każdym takim SMS-ie powtarzało się to samo zdanie o braku zagrożenia dla Polski:

UWAGA! Zakończył się atak powietrzny na Ukrainę. Brak zagrożenia na terenie Polski

Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski zapowiedział, że w nocy służby pozostaną w podwyższonej gotowości. O 23:51 telefony znów zawibrowały.

Ostatni alarm przyszedł chwilę przed północą. Zaraz po niej, o 0:04 we wtorek, RCB ogłosiło koniec ataku na terytorium Ukrainy.

Najwięcej dostali mieszkańcy tych części Lubelszczyzny, które objęto wszystkimi ostrzeżeniami, bo aż dziewięć wiadomości, licząc razem alarmy i odwołania. Dziewięć razy w niespełna osiem godzin. Na Podkarpaciu było ich mniej. Pierwsze alerty dotyczyły tylko województwa lubelskiego.

Polska przestrzeń powietrzna pozostała nienaruszona

Wszystko działo się po ukraińskiej stronie granicy. Polskie lotnictwo operowało w kraju, ale do naruszenia przestrzeni powietrznej nie doszło.

Przypomnijmy, że to kolejna taka noc w ostatnich dniach. W nocy z 24 na 25 września opisywaliśmy alert RCB wysłany późnym wieczorem, na którego odwołanie mieszkańcy wschodu Polski czekali do świtu. Tym razem zamiast jednego alertu było ich dziewięć, a jeden kazał szukać schronienia.

Co robić, gdy taki SMS przyjdzie? Kilka dni wcześniej, 24 września, pisaliśmy o instrukcji MSWiA na wypadek ataku z powietrza, w której resort zapowiedział też specjalne treningi dla mieszkańców.

Źródło zdjęcia: Canva