
Polskie przepisy nie przewidują żadnego limitu gotówki trzymanej w domu. Kilka tysięcy złotych w skarpecie czy kilkaset tysięcy w domowym sejfie, dla prawa to bez znaczenia. Inaczej robi się dopiero przy wpłacie do banku. Tam padnie pytanie o pochodzenie pieniędzy.
Jak przypomina Interia, posiadanie oszczędności w formie fizycznej nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami prawnymi. O tym, jaką część majątku mieć pod ręką, każdy decyduje sam. Tak mówią przepisy.
Limit gotówki w domu nie istnieje, ale bank zapyta o źródło pieniędzy
Wyzwanie pojawia się przy próbie wprowadzenia pieniędzy do obiegu bankowego. Obowiązki banków reguluje ustawa z 1 marca 2018 roku o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Każdą transakcję powyżej równowartości 15 000 euro bank musi zarejestrować i zgłosić do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. To około 65 000 złotych.
Przy wpłacie większej sumy pracownik banku zapyta o pochodzenie środków. Może poprosić o dokumenty potwierdzające na przykład darowiznę, sprzedaż samochodu albo wieloletnie oszczędności z legalnych dochodów. Lepiej przygotować je wcześniej.
Rozbijanie dużej kwoty na kilka mniejszych wpłat niczego nie załatwi. Jak wyjaśnia RMF24, banki monitorują także operacje poniżej progu. Jeśli wpłaty są nietypowe albo nie mają pokrycia w deklarowanych dochodach, bank może je zgłosić niezależnie od kwoty.
Samo zgłoszenie to jeszcze nie kontrola. Większość takich operacji nie budzi dalszego zainteresowania. Gdy jednak GIIF dopatrzy się nieprawidłowości, sprawa trafia do Krajowej Administracji Skarbowej. Wtedy robi się drogo. Od dochodu, którego pochodzenia nie da się udokumentować, urząd może naliczyć sankcyjny podatek w wysokości 75 procent.
Banki centralne w Europie radzą, by mieć pieniądze pod ręką
Jeszcze kilka lat temu trzymanie pieniędzy w domu uchodziło za przeżytek. Dziś apelują o to same banki centralne. Chodzi o dostęp do gotówki w razie awarii systemów bankowych, blackoutu albo kryzysu inflacyjnego, politycznego czy wojennego.
Najdalej poszła Szwecja. Riksbank zaleca, by każdy dorosły miał w domu co najmniej 1000 koron szwedzkich, czyli około 400 złotych. Co ciekawe, w tym kraju 90 procent transakcji odbywa się bez użycia banknotów.
Szwedzi wskazują na niepewność geopolityczną i zagrożenia cybernetyczne, w tym paraliż systemów bankowych przez grupy hakerskie. Problemem jest też malejąca liczba bankomatów. W sytuacji awaryjnej dostęp do gotówki może okazać się fizycznie niemożliwy.
Holenderskie wytyczne mówią o 70 euro na dorosłego i 30 euro na dziecko. Taka kwota ma wystarczyć na trzy dni. Duński bank centralny od jesieni 2025 roku zaleca 250 koron na każdą osobę w gospodarstwie domowym, najlepiej w mniejszych banknotach i monetach. W Australii zapas ma pozwolić przetrwać 72 godziny.
Narodowy Bank Polski nie wydał komunikatu z konkretną zalecaną kwotą. Eksperci podkreślają, że powinna to być suma pozwalająca przeżyć kilka dni.
Pieniądze w szafie tracą na wartości i łatwo je stracić
Większe sumy gotówki trzymane w mieszkaniu to jednak spore ryzyko. W przeciwieństwie do lokaty czy konta oszczędnościowego banknoty w szafie nie pracują. Przy utrzymującej się inflacji ich realna siła nabywcza z roku na rok maleje.
Środki na kontach chroni Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Pieniądze utracone w pożarze, zalaniu czy kradzieży zwykle przepadają bezpowrotnie. Pomóc może rozszerzenie polisy domowej, ale rzadko obejmuje ono bardzo wysokie kwoty.
Złodzieje doskonale znają najpopularniejsze skrytki. Najpierw przeszukują szafki nocne, materace oraz pudełka po herbacie i przyprawach, a nawet zamrażarkę. Książki, tyły obrazów i doniczki też odpadają.
Przypomnijmy, że Polacy trzymają poza bankami ogromne sumy. Według danych Narodowego Banku Polskiego na koniec pierwszego kwartału 2026 roku w gospodarstwach domowych było 456,4 mld złotych w gotówce. Zdaniem autorów tekstu w Interii domowy zapas ma być buforem bezpieczeństwa, a nie sposobem na przechowywanie wszystkich oszczędności.
Źródło zdjęcia: Canva






