
Sezon grzewczy 2026 nie zaczyna się jednego dnia w całej Polsce. Żaden przepis nie każe włączyć kaloryferów 1 października, a o cieple w blokach decyduje zarządca budynku i termometr za oknem. Pierwsze naprawdę chłodne noce są już blisko.
Sezon grzewczy 2026 nie ma jednej daty w kalendarzu
Umownie liczy się go od 1 października do 31 marca. Żadna ustawa takiej daty jednak nie narzuca. Tyle mówi zwyczaj. Decyzja należy do zarządcy nieruchomości, wspólnoty mieszkaniowej albo spółdzielni.
Rozporządzenie Ministra Gospodarki z 15 stycznia 2007 roku mówi o okresie, w którym warunki atmosferyczne powodują konieczność ciągłego dostarczania ciepła do budynków. Konkretnego dnia nie wskazuje. Podaje za to kryterium, którym jest pogoda za oknem.
W praktyce zarządcy patrzą na prognozy i na zgłoszenia mieszkańców. Przyjęło się, że ciepło płynie do grzejników wtedy, gdy średnia dobowa temperatura spada poniżej 10-12 stopni przez trzy doby z rzędu. Wniosek o uruchomienie ogrzewania trafia potem do dostawcy ciepła.
Kaloryfery ruszą dopiero po kilku chłodnych dobach
Na razie termometry na to nie pozwalają. W poniedziałek 14 września Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej prognozuje od 18 stopni na wschodzie do 22 stopni na zachodzie kraju. W środę będzie już chłodniej, bo od 16 do 19 stopni, a na Podhalu około 14.
Najzimniejsza ma być noc z czwartku na piątek. Na Podhalu temperatura spadnie wtedy do 5 stopni, a na południowym wschodzie do 6 stopni. Takie noce zwykle kończą dyskusję o kaloryferach.
Sam przepis o cieple w mieszkaniu bywa mylnie rozumiany. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 12 kwietnia 2002 roku podaje 20 stopni dla pokoi, kuchni i przedpokojów oraz 24 stopnie dla łazienek. To jednak temperatury obliczeniowe. Takie wartości przyjmuje się przy projektowaniu instalacji, a nie po to, żeby mierzyć je termometrem o każdej porze dnia.
Przed startem sezonu grzewczego trzeba odpowietrzyć grzejniki
Lista czynności jest krótka. Grzejniki trzeba oczyścić z kurzu oraz sprawdzić, czy nagrzewają się równomiernie. Jeśli górna część kaloryfera zostaje zimna, a dolna jest ciepła, instalacja domaga się odpowietrzenia. Ten sam sygnał daje bulgotanie w grzejniku.
Ważniejsze jest jednak to, czego nie widać. Przed sezonem trzeba sprawdzić drożność przewodów kominowych i wentylacyjnych. Kratek wentylacyjnych nie wolno zasłaniać. Nie można też zaklejać otworów w drzwiach łazienki, bo przy niedoborze tlenu spalanie staje się niezupełne i powstaje tlenek węgla.
Przypomnijmy, że początek sezonu grzewczego co roku podnosi statystyki pożarów i zatruć czadem. Od 1 października do 21 listopada 2025 roku strażacy odnotowali 3545 pożarów w budynkach mieszkalnych. Zginęły w nich 52 osoby, a 279 zostało rannych. W tym samym czasie doszło do 546 interwencji związanych z emisją tlenku węgla. Podtrutych zostało 201 osób, 13 zmarło.
Strażacy wyliczają wtedy te same przyczyny. Są to błędy w użytkowaniu urządzeń grzewczych, niedrożne kominy, niesprawna wentylacja oraz przeciążone instalacje elektryczne. Ponad tysiąc razy zapaliła się też sadza w kominie. Przyczyny powtarzają się co roku.
Czujka dymu i czujnik tlenku węgla przestają być dobrowolne. Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 21 listopada 2024 roku objęło obowiązkiem lokale wynajmowane na doby oraz obiekty z usługami hotelarskimi od 30 czerwca 2026 roku. Ten termin już minął. Właściciele mieszkań i domów używanych na własne potrzeby mają czas do 1 stycznia 2030 roku.
Za brak czujki grozi mandat do 5 tysięcy złotych, a w postępowaniu administracyjnym grzywna sięgająca 30 tysięcy złotych. Czujnik czadu jest konieczny wszędzie tam, gdzie działa urządzenie spalające paliwo. Chodzi o piecyki gazowe, kotły i kominki. Tych kilku godzin przed sezonem nikt potem nie żałuje.
Źródło zdjęcia: Canva






