
Niedzielny start na 500 metrów podczas igrzysk w Mediolan–Cortina 2026 zakończył się dla Andżeliki Wójcik 11. miejscem, ale to nie wynik sportowy stał się głównym tematem rozmów. Jej powyścigowa wypowiedź, w której zasugerowała brak odpowiedniego wsparcia trenerskiego i samodzielne przygotowania do sezonu, wywołała prawdziwą medialną burzę. Na reakcję władz Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego nie trzeba było długo czekać, padły mocne słowa.
Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan–Cortina 2026 trwają w najlepsze, a w niedzielę kibice ponownie mogli śledzić występy reprezentantów Polski. Tym razem jednak żaden z Biało-Czerwonych nie powiększył dorobku medalowego. Szczególne emocje towarzyszyły rywalizacji kobiet w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 500 metrów.
Zmagania sprinterek rozpoczęły się o godzinie 17:00. Na starcie stanęły trzy Polki: Kaja Ziomek-Nogal, Andżelika Wójcik oraz Martyna Baran. Oczekiwania były spore, zwłaszcza wobec Ziomek-Nogal, której przed zawodami dawano realne szanse na walkę o podium.
Przebieg rywalizacji na 500 metrów
Jako pierwsza z Polek na tor wyjechała Andżelika Wójcik. Jej rywalką była reprezentantka Chin Tian. Polka uzyskała czas 37.91 sekundy. W momencie ukończenia biegu dawało jej to trzecią lokatę, jednak do końca rywalizacji pozostawało jeszcze wiele faworytek. Już wtedy było jasne, że wynik ten nie wystarczy do walki o medal.
Największe nadzieje wiązano z Kają Ziomek-Nogal. Sprinterka osiągnęła czas 37.39 sekundy. Rezultat ten przez chwilę pozwalał myśleć o miejscu w ścisłej czołówce, lecz ostatecznie oznaczał brak podium. Walka o złoto rozstrzygnęła się w ostatniej parze. Zgodnie z przewidywaniami najlepsza okazała się Femke Kok, która zwyciężyła z czasem 36.49 sekundy, ustanawiając nowy rekord olimpijski.
Drugie miejsce zajęła Jutta Leerdam, a brąz przypadł Miho Takagi. Najwyżej sklasyfikowaną Polką była Ziomek-Nogal – zakończyła zmagania na szóstym miejscu, tracąc zaledwie 0,12 sekundy do trzeciej Japonki. Andżelika Wójcik uplasowała się na 11. pozycji, natomiast Martyna Baran ukończyła rywalizację na 17. miejscu.
Rozczarowanie i mocne słowa Andżeliki Wójcik
Po zakończeniu zawodów Andżelika Wójcik nie kryła rozczarowania. W rozmowie z Eurosportem otwarcie przyznała, że do sezonu przygotowywała się samodzielnie i brakowało jej odpowiedniego wsparcia trenerskiego. Jej wypowiedź szybko odbiła się szerokim echem w środowisku sportowym.
Ostra reakcja władz związku
Na słowa panczenistki szybko zareagowali przedstawiciele Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. Dyrektor sportowy Konrad Niedźwiedzki podkreślił, że zawodniczka miała możliwość trenowania z Rolandem Cieślakiem, z którym wcześniej osiągała bardzo dobre rezultaty. Zaznaczył, że decyzja o samodzielnych przygotowaniach należała do niej.
Najmocniej wypowiedział się jednak prezes PZŁS Rafał Tataruch. W oficjalnym komunikacie przytoczono jego stanowisko:
Jest to bzdura. Myślę, że Angelika powinna przeprosić przede wszystkim trenerów, którzy próbowali jej pomóc. To są po prostu kłamstwa, w których nie ma nawet cienia prawdy – oznajmił.
Tataruch przekonywał:
Angelika miała pełną opiekę i to my bardziej staraliśmy się o to, żeby ona miała tę opiekę niż ona sama. Co chwila musieliśmy gasić pożary. Najpierw z trenerem Arturem Wasiem, z którym nie chciała trenować. Później prosiliśmy, żeby pracowała z trenerem Rolandem Cieślakiem i tak było do października, do zawodów Pucharu Świata w Salt Lake City, gdzie stwierdziła, że ona już dalej nie chce trenować z grupą, bo wszyscy są przeciwko niej. Trenowała sama, a i tak nie chcieliśmy zostawić jej samej. Poprosiliśmy trenerkę Agatę Jabłońską, naszego team lidera, żeby jednak sprawowała nad nią opiekę, choćby w mierzeniu czasów, pomocy w rozgrzewce. Było ustalone, że Angelika będzie realizowała plany trenera Rolanda Cieślaka, ale nawet tego nie realizowała.
Prezes związku dodał również:
Z jednej strony ogromny talent, z drugiej strony wydaje mi się, że nie przepracowała tego tak, jak powinna i stąd jakby to miejsce, które tutaj zajęła. A z kolei to spowodowało ogromne rozżalenie, ale powinna to wziąć na swoją klatę, a nie zrzucać to na barki trenera, sztabu szkoleniowego czy związku. Bo absolutnie w tym momencie nie jesteśmy winni. Zapewniam, że wszystko było przygotowane perfekt i miała całą opiekę taką, jaką powinna mieć.
Choć niedzielne starty nie przyniosły Polsce medalu, rywalizacja na 500 metrów dostarczyła ogromnych emocji. Z jednej strony minimalna strata do podium w wykonaniu Ziomek-Nogal, z drugiej – medialna burza wokół wypowiedzi Wójcik.
Przed reprezentacją kolejne wyzwania. Kibice liczą, że w następnych dniach igrzysk Biało-Czerwoni wrócą do walki o najwyższe cele i znów dostarczą powodów do radości.
źródło zdjęć:






