Banki zaczęły oddawać klientom odsetki od kredytów. Wystarczy jedno pismo

Banki zaczęły oddawać klientom odsetki od kredytów. Wystarczy jedno pismo

Banki zaczęły oddawać kredytobiorcom odsetki pobrane od prowizji i ubezpieczeń doliczonych do rat. To skutek wyroku TSUE z kwietnia oraz orzeczenia Sądu Najwyższego z lipca 2026 roku, które wzmocniły sankcję kredytu darmowego. Pieniądze wracają jednak nie do każdego.

Sankcja kredytu darmowego zmieniła układ sił w sporach z bankami

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł 23 kwietnia 2026 roku, że bank nie może naliczać odsetek od kosztów doliczonych do kredytu. Chodzi o prowizje, marże i składki ubezpieczeniowe. Sprawa nosi sygnaturę C-744/24.

Linię tę potwierdził Sąd Najwyższy wyrokiem z 8 lipca 2026 roku w sprawie II CSKP 89/26. Sędziowie uznali, że wystarczy jedno naruszenie ustawy o kredycie konsumenckim, by klient mógł sięgnąć po sankcję kredytu darmowego. Wtedy oddaje bankowi sam pożyczony kapitał. Bez odsetek i bez prowizji.

Sprawa dotyczyła konsolidacji. Klient dostał do ręki 158 747 złotych, a odsetki bank naliczał od 185 669 złotych.

Te banki już oddają klientom pobrane odsetki

PKO Bank Polski zapowiedział, że pod koniec września uruchomi mechanizm automatycznego zwrotu odsetek pobranych po 23 kwietnia. BNP Paribas przestał je naliczać w dniu wyroku i szykuje nowe harmonogramy spłat razem ze zwrotem pieniędzy. Nad zmianą harmonogramów pracują też Alior Bank, ING, Credit Agricole i Erste.

Część instytucji rozlicza się po cichu z klientami, którzy wysłali wezwanie do zapłaty. Taki dokument poprzedza pozew. Bank ma wtedy wybór.

Dyrektor zespołu bankowości detalicznej Związku Banków Polskich Paweł Zagaj wyjaśnił, że każda instytucja decyduje sama, biorąc pod uwagę „różne względy biznesowe”. Chodzi o relacje z klientami, wizerunek oraz zarządzanie ryzykiem. Sektor podkreśla przy tym, że kredytując koszty działał zgodnie z przepisami.

Orzeczenie TSUE jest nową interpretacją unijnej dyrektywy wdrożonej w Polsce w 2011 roku

– mówił Paweł Zagaj.

Podpisanie porozumienia z bankiem i przyjęcie częściowego zwrotu zamyka drogę do sądu. Pełnych roszczeń nie da się już wtedy dochodzić.

Sprawy o kredyty darmowe zalewają polskie sądy

Skala sporu rośnie z miesiąca na miesiąc. Ze statystyk Związku Banków Polskich wynika, że po pierwszym półroczu 2026 roku liczba spraw w toku przekroczyła 29 tysięcy, a każdy kolejny miesiąc dokłada od tysiąca do półtora tysiąca nowych. Dane nie obejmują SKOK-ów ani parabanków.

Pierwszy krok należy do klienta i jest nim analiza umowy. Chodzi o źle wyliczone RRSO, odsetki od skredytowanych kosztów albo brak jasnych zasad zmiany oprocentowania. Potem trzeba podliczyć zapłacone odsetki, prowizję i składki ubezpieczeniowe. Ta suma to kwota roszczenia.

Na końcu idzie do banku oświadczenie o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego, wysłane listem poleconym za potwierdzeniem odbioru. Urzędowego wzoru nie ma. Bank ma 30 dni na odpowiedź.

Uprawnienie wygasa po 12 miesiącach od całkowitej spłaty zobowiązania. Kto zamknął kredyt dawniej, nie skorzysta już z tej drogi.

Droga do kredytu darmowego bywa kosztowna

Za samą analizę umowy i przygotowanie oświadczenia kancelarie biorą od 200 do 1000 złotych. Przy prowadzeniu sprawy dochodzi opłata wstępna, sięgająca od 500 do 3000 złotych, oraz wynagrodzenie od sukcesu w granicach od 5 do 15 procent. Im wyższa opłata wstępna, tym niższa prowizja od wygranej.

Wysokość wynagrodzenia prawnika zazwyczaj uzależniona jest od zakresu czynności prawnych: od pozyskania dokumentacji z banku, przez przeprowadzenie postępowania przeprocesowego oraz postępowania procesowego

– wyjaśnił radca prawny Wojciech Bochenek.

Przypomnijmy, że wygrana w sądzie potrafi oznaczać pełny zwrot. Sąd Okręgowy w Suwałkach orzekł w maju 2026 roku, że bank ma oddać klientowi 51 145 złotych, na które złożyły się zapłacone odsetki, prowizja i ubezpieczenie. W pierwszej instancji ten sam człowiek przegrał.

Gwarancji jednak nie ma żadnej. Z analiz orzecznictwa z lat 2014-2026 wynika, że konsumenci wygrywają około 33 procent spornych spraw, a banki około 57 procent. Reszta kończy się umorzeniem albo ugodą.

Źródło zdjęcia: Canva