Churching zyskuje na popularności w Polsce. Księża biją na alarm

Churching zyskuje na popularności w Polsce. Księża biją na alarm

Czym jest churching i dlaczego tak wielu katolików wybiera msze poza własną parafią? Nowe badanie Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, przeprowadzone w diecezji bydgoskiej, pokazuje, że robi tak prawie co czwarty wierny. Powody bywają zaskakująco przyziemne. Duchowni mają z tym kłopot.

Czym jest churching i ilu wiernych go praktykuje

Churching to określenie, którego używają socjolodzy. Chodzi o świadomy wybór nabożeństw w innej świątyni niż własny kościół parafialny. Wierny nie rezygnuje z praktyk. Zmienia tylko adres.

Dane opublikował Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC imienia księdza Witolda Zdaniewicza. Badanie przeprowadzono w 2026 roku w diecezji bydgoskiej i jest jednym z nowszych spojrzeń na to, jak katolicy wybierają swoje miejsce modlitwy.

Większość ankietowanych, czyli 71,4 procent, nadal chodzi na mszę do swojej parafii. Aż 23,3 procent przyznaje jednak, że regularnie albo okazjonalnie wybiera inny kościół. To prawie co czwarty badany.

Ciekawsze kazania i ciepły kościół przyciągają wiernych z innych parafii

Na pierwszym miejscu znalazły się ciekawsze i bardziej zrozumiałe kazania. Wskazało je 18,2 procent respondentów. Tuż za nimi uplasowała się bardziej podniosła i staranna liturgia, która jest decydująca dla 15 procent badanych.

Dla 14,7 procent ankietowanych liczą się dogodniejsze godziny mszy. Co ciekawe, aż 13,7 procent zwraca uwagę na ogrzewanie kościoła zimą. Brzmi prozaicznie. Niewiele mniej, bo 13,1 procent, ceni możliwość uczestnictwa we mszy razem z rodziną lub znajomymi.

Część wiernych szuka kapłana, który wygłasza bardziej charyzmatyczne kazania i potrafi ożywić w nich chęć do cotygodniowej mszy. Innym przeszkadzają zbyt długie homilie albo takie, które są pełne politycznych odniesień. Wtedy zmieniają kościół.

Wierni chętnie wybierają świątynie dominikanów, jezuitów i pallotynów. Wiele osób przekonuje, że takie wędrówki poszerzają horyzonty. Pozwalają też poznać różne tradycje zakonne.

Jak przypomina dziennik Rzeczpospolita, z badania księdza profesora Sławomira Zaręby, socjologa z UKSW, wynikało, że churching deklarują przede wszystkim ludzie młodzi i inteligencja. Nie jest to więc margines.

Duchowni obawiają się skutków churchingu dla parafii

Zjawisko znane jest od lat, ale wśród duchownych wciąż wywołuje mieszane reakcje. Księża zwracają uwagę, że migracje wiernych osłabiają więzi sąsiedzkie i zaangażowanie w życie parafii. W tle są też pieniądze.

Odpływ wiernych oznacza mniejsze wpływy z tacy. Z nich parafie utrzymują i remontują świątynie.

Rosną także oczekiwania samych wiernych. Żeby ich zatrzymać, proboszczowie muszą zadbać o jakość kazań, oprawę mszy i lepsze relacje z parafianami. To dla nich spore wyzwanie.

Przypomnijmy, że ksiądz profesor Sławomir Zaręba już przed laty mówił w rozmowie z tygodnikiem Niedziela, że churching nie jest szkodliwym zjawiskiem. Jego zdaniem najważniejsze jest to, żeby ludzie w ogóle chodzili do kościoła i praktykowali. Zarazem nazwał churching „porażką duszpasterską” proboszcza, któremu odpływają wierni.

Zjawisko popierał też ksiądz Jan Kaczkowski. Kościół próbuje odpowiadać na te zmiany. Papieski Wydział Teologiczny organizował między innymi specjalne kursy dla proboszczów, na których uczono, jak głosić kazania skuteczniej, ciekawiej i przystępniej.

Nie wszyscy są jednak przekonani. Proboszcz jednej z warszawskich parafii mówił tygodnikowi Niedziela, że nie jest pewien, czy w churchingu chodzi o znalezienie odpowiedniego kościoła, czy raczej o wrażenia estetyczne. Przypomniał, że we mszy najważniejszy jest Chrystus. Nie kapłan i nie kazanie.

źródło zdjęć: Canva