
Jerzy Łakomski nie żyje. O śmierci powstańca warszawskiego o pseudonimie Kajtek poinformowało we wtorek 1 września Muzeum Powstania Warszawskiego. Zmarły miał 94 lata. Do oddziału na Mokotowie trafił jako dwunastolatek, a jednym z pierwszych zadań było donoszenie walczącym butelek z benzyną.
Muzeum Powstania Warszawskiego przekazało, że Jerzy Łakomski nie żyje
Komunikat pojawił się we wtorek. Muzeum napisało o człowieku, który przez lata bywał na rocznicowych obchodach i Wigiliach Powstańczych.
Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość, że na wieczną wartę odszedł Jerzy Łakomski ps. Kajtek. Przyjaciel Muzeum Powstania Warszawskiego, był z nami podczas obchodów rocznic Powstania czy Wigilii Powstańczych
– przekazało muzeum w swoim komunikacie.
Powstańca pożegnał także prezydent Warszawy. Rafał Trzaskowski napisał o nim na platformie X.
Niezwykle serdeczny człowiek. Zawsze chętnie dzielił się swoją wiedzą z młodymi ludźmi. Panie Jerzy, Warszawa dziękuje za wszystko i nigdy o Panu nie zapomni
– podkreślił prezydent stolicy w swoim pożegnalnym wpisie.
Kajtek nosił chleb pod ostrzałem na Mokotowie
Urodził się 31 marca 1932 roku w Warszawie. W czasie okupacji i powstania nosił nazwisko Jerzy Władysław Baraban, a Łakomskim został dopiero po wojnie. Mieszkał przy ulicy Słonecznej, uczył się w szkole powszechnej przy ulicy Grottgera.
Do powstańców trafił przez rodziców. To oni namówili chłopca, żeby zaniósł walczącym butelki z benzyną i granaty domowej roboty.
Zasadniczo oni mnie tak pokierowali, że jestem sprytny chłopak, że mogę iść i donieść butelki z benzyną i granaty „sidolówki”. Poszedłem i od tego się zaczęło, już się przyłączyłem do powstańców. Dla mnie to było normalne
– wspominał w rozmowie dla Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.
W pułku „Baszta” pełnił służbę pomocniczą. Zaopatrywał oddziały w żywność, prowadził nowych chłopaków na posterunki przy Boryszewskiej i Konduktorskiej, a wodę nosił z pałacu Szustra. Nocami wykopywał na działkach kartofle i warzywa dla powstańczej kuchni.
Pierwsze zadanie dostał, zanim jeszcze dołączył do oddziału. Wysłano go po chleb do piekarni przy Boryszewskiej, a ulica była pod ostrzałem z niemieckich stanowisk. Przeskoczył ją z workiem na plecach.
Karabin maszynowy przestrzelił worek na wylot. Pociski utkwiły w świeżych bochenkach i wyszły dopiero wtedy, gdy w domu zaczęto dzielić chleb między mieszkańców. Wyszedł z tego cało.
Ranny w głowę przed natarciem na wóz opancerzony
Gorzej skończyła się wyprawa pod Belwederską. Łakomski niósł tam butelki zapalające i granaty przed natarciem powstańców na niemiecki wóz opancerzony. Niemcy zauważyli grupę i zaczęli ostrzeliwać ją z granatników.
Został ranny w głowę w ogrodach przy pałacyku Szustra. Ślad po tej ranie miał do końca życia. Opatrzyła go ukrywająca się w jego domu lekarka, a po dwóch dniach wrócił do służby.
W oddziale był jedynym dzieckiem. Po zakończeniu powstania 3 października kazano mu iść do domu. Miał wtedy dwanaście lat.
Pogrzeb powstańca odbędzie się na Cmentarzu Północnym
Jak przekazał profil BohaterON, pogrzeb Jerzego Łakomskiego zaplanowano na poniedziałek 7 września. Uroczystość rozpocznie się o godzinie 12 na Cmentarzu Północnym w Warszawie.
Przypomnijmy, że po kapitulacji powstania rodzina została wysiedlona do obozu przejściowego w Pruszkowie. Po dziesięciu dniach trafili do transportu do Krakowa, a chłopca umieszczono w podkrakowskiej wsi Kaczkowice u polskiego gospodarza. Do Warszawy wrócił w marcu 1945 roku.
Swoją relację nagrał dla muzeum w marcu 2009 roku. Mówił w niej, że jako dziecko nie odczuwał strachu, a jedynie satysfakcję z powierzonych mu zadań. Chodził tam, gdzie go wysłali.
Żródło zdjęcia: Canva






