Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Olga Frycz to postać znana szerokiej publiczności przede wszystkim jako aktorka filmowa i serialowa, która pojawiała się na ekranie już od młodych lat. Choć przez lata była aktywna w świecie kina i telewizji, od pewnego czasu coraz bardziej zaznacza swoją obecność jako influencerka. Bardzo aktywnie prowadzi swoje profile w mediach społecznościowych, gdzie dzieli się nie tylko kulisami pracy zawodowej, ale też intymnymi fragmentami swojego życia prywatnego.
Na Instagramie pokazuje codzienność mamy, partnerki, kobiety pracującej i dbającej o siebie. Jej przekaz jest szczery i daleki od przesłodzonego wizerunku, pokazuje zarówno blaski, jak i cienie macierzyństwa i kobiecości.
Olga Frycz jest mamą dwóch córek – Heleny i Zofii, które pochodzą z dwóch różnych związków. Ojcem starszej dziewczynki jest Grzegorz Sobieszek, a młodszej – Łukasz Nowak. Choć relacje uczuciowe z oboma mężczyznami się zakończyły, aktorka utrzymuje z nimi przyjacielskie relacje. Jak wielokrotnie podkreślała w swoich publikacjach, najważniejsze jest dla niej dobro dzieci, a to wymaga porozumienia i wzajemnego szacunku między rodzicami.
Na swoim profilu niejednokrotnie pokazuje, że nawet po rozstaniu można budować zdrowe relacje współrodzicielskie, w których obie strony potrafią się wspierać i współpracować dla dobra dzieci. Fani doceniają jej dojrzałe podejście, a Frycz nie unika trudnych tematów.
Od pewnego czasu Olga Frycz jest w nowym związku. Jej partnerem jest Albert Kosiński, tancerz znany widzom m.in. z udziału w programie „Taniec z gwiazdami”. To właśnie w tym formacie poznała go szersza publiczność.
Co ciekawe, w najnowszej edycji show Albert był partnerem tanecznym Mai Bohosiewicz, prywatnie bliskiej przyjaciółki Olgi. Niestety, z powodu kontuzji Maja musiała zrezygnować z dalszego udziału w programie.
Tymczasem sama Frycz niedawno ogłosiła radosną nowinę, że spodziewa się trzeciego dziecka, tym razem właśnie z Albertem.
Jakiś czas temu Olga Frycz postanowiła poprawić wygląd swoich piersi po dwóch ciążach. Zdecydowała się na zabieg z użyciem kwasu L-polimlekowego, który miał poprawić jędrność skóry, stymulując produkcję kolagenu.
Jak opowiedziała w rozmowie z „Dzień Dobry TVN”, efekt nie był taki, jakiego się spodziewała, a co więcej, doprowadził do poważnych komplikacji zdrowotnych i ogromnego stresu.
Poszłam na USG, robię je profilaktycznie dwa razy w roku, i radiolog powiedziała, że widzi jakieś nieprawidłowości – wyznała aktorka.
Zaniepokojona diagnozą, Olga musiała przejść dalsze badania.
Zapytała mnie, czy robiłam sobie jakieś zabiegi. Powiedziałam, że tak, że ten kwas L-polimlekowy. (…) Potem musiałam zrobić sobie rezonans z kontrastem, skończyło się na biopsji. Bardzo dużo stresu mnie to kosztowało. Mogę powiedzieć, że żałuję, że to sobie zrobiłam.
Jak zaznacza, nie chodzi o potępienie medycyny estetycznej jako takiej, ale o świadome podejmowanie decyzji i pełną wiedzę o możliwych skutkach ubocznych.
To, co wyróżnia Olgę Frycz na tle wielu znanych influencerek, to otwartość i gotowość do mówienia o błędach oraz trudnych doświadczeniach. Nie kreuje idealnego życia, zamiast tego dzieli się tym, co realne i prawdziwe, nawet jeśli nie zawsze jest to wygodne.
Zabieg, na który zdecydowała się Olga Frycz, polegał na zastosowaniu kwasu L-polimlekowego – popularnej substancji wykorzystywanej w medycynie estetycznej. Jego głównym zadaniem jest stymulowanie produkcji kolagenu w skórze, co z czasem prowadzi do jej ujędrnienia i poprawy elastyczności.
Nie jest to klasyczny wypełniacz, jak kwas hialuronowy, lecz biostymulator, który działa w dłuższej perspektywie. Efekty nie są widoczne od razu, pojawiają się stopniowo, w ciągu kilku tygodni po zabiegu. Procedura bywa stosowana m.in. do poprawy owalu twarzy, ujędrniania skóry ramion, brzucha, a także – jak w przypadku Frycz, biustu po ciąży i karmieniu piersią.
Choć w teorii zabieg uchodzi za bezpieczny i nieinwazyjny, w praktyce, jak pokazała historia Olgi Frycz, może utrudniać diagnostykę medyczną. Obecność preparatu w organizmie może prowadzić do nieczytelnych wyników badań obrazowych, np. USG, a w konsekwencji – do konieczności wykonania bardziej inwazyjnych procedur, takich jak rezonans czy biopsja.
źródło zdjęć: @tojafrycz