Policja przekazała nowe fakty na temat poszukiwań Emilii Koprowskiej

Policja przekazała nowe fakty na temat poszukiwań Emilii Koprowskiej

Zaginięcie 37-letniej mieszkanki Koszalina od tygodni budzi ogromne emocje. Kobieta zniknęła w niedzielę 30 sierpnia, po sprzeczce z mężem na festiwalu muzycznym w Darłowie. Sprawa nabrała wyjątkowo dynamicznego obrotu.

Komenda Główna Policji włączyła się w poszukiwania pod Darłowem

W czwartek 24 września do Palczewic ściągnięto ekspertów z Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Komendy Głównej Policji. Wcześniej przełomu nie przyniosły działania koszalińskich mundurowych i funkcjonariuszy z komendy wojewódzkiej w Szczecinie.

Na parkingu, na którym był samochód Emilii, rozłożony jest teraz namiot z napisem Komenda Główna Policji. Kręcą się policjanci, jest też rodzina Emilii.

– relacjonował reporter Faktu.

Warszawscy śledczy nie przejęli jednak sprawy. Biuro prasowe od razu sprecyzowało ich rolę.

Komenda Główna Policji nie przejęła poszukiwań. Funkcjonariusze KGP włączyli się w czynności wykrywcze celem udzielenia wsparcia. Jednostką prowadzącą poszukiwania jest Komenda Miejska Policji w Koszalinie.

– wyjaśniła w rozmowie z Faktem Aleksandra Laskowska.

Ekipa Krzysztofa Rutkowskiego przeszukiwała jezioro Kopań

Tego samego dnia z wielką pompą do akcji wkroczył detektyw. Jego ludzie przywieźli do Palczewic wozy bojowe, śmigłowiec i specjalistyczną łódź wyposażoną w laser. Ponton zwodowano na plaży jeziora Kopań.

Poszukiwania przeniosły się tym razem nieco bardziej na wschód od Darłowa. Detektywom pokrzyżował plany zakaz lotów wymuszony bliskością lotniska, przez co drony musiały zostać na ziemi. Gapiów z okolicznych wsi nie brakowało. Do popołudnia nie natrafiono na żaden przełomowy ślad.

Telefon i plecak Emilii Koprowskiej znaleźli przypadkowi ludzie

Koszalińscy policjanci nie zdradzali, czy na rzeczy 37-latki natrafili śledczy, czy osoby postronne. Dziennikarze Faktu dotarli do kulis tych znalezisk nieoficjalnie. Kluczową rolę odegrali zwykli ludzie.

Należący do zaginionej iPhone leżał lekko przykryty piaskiem nieopodal wejścia na plażę, tuż przy tabliczce z zakazem wstępu na wydmy. Natknął się na niego mężczyzna przeczesujący teren z wykrywaczem metalu. Wcześniej opisywaliśmy wątpliwości policji wobec miejsca, w którym znaleziono ten telefon.

Z kolei na plecak zaginionej natrafił podczas codziennych prac w polu miejscowy rolnik. W środku były klucze do auta i do domu. Oba doniesienia potwierdzili rodzeni bracia kobiety, Piotr oraz Jurek.

To dzięki ludziom udało się odnaleźć rzeczy Emilii. My się nie poddamy i tę naszą siostrę znajdziemy. Wierzymy, że żyje i nie bierzemy innej opcji pod uwagę. Ona gdzieś tam jest i czeka na nas.

– mówili.

Przypomnijmy, że zaginięcie kobiety zgłoszono policji 1 września. Teren przeszukiwano najpierw przy wybrzeżu, później w głąb lądu. Rzeczy 37-latki znaleziono we wrześniu, w dwóch odległych od siebie miejscach.

Policyjni informatycy wciąż nie dostali się do zawartości telefonu. Zabezpieczenia iPhone’a okazały się zbyt mocne, a kody podane przez męża nie pasowały do urządzenia. Biuro Rutkowski wyznaczyło 50 tysięcy złotych nagrody za wskazanie miejsca pobytu Emilii.

Maja Rutkowski przekazała w tym tygodniu, że jej zespół dotarł do osób, które mogą mieć związek z zaginięciem 37-latki. Złożyła w tej sprawie zeznania na komisariacie. Policja nie potwierdziła publicznie, że kobieta padła ofiarą przestępstwa. Poszukiwania trwają.