Natalia Bacławska zabrała głos o kierowcy. Mocne słowa partnerki Łukasza Litewki

Natalia Bacławska zabrała głos o kierowcy. Mocne słowa partnerki Łukasza Litewki

Natalia Bacławska wróciła do wypadku, w którym zginął Łukasz Litewka. Partnerka posła oceniła w podcaście Żurnalisty postawę kierowcy i nie kryła zażenowania. Fragment rozmowy szybko obiegł sieć. Emocje wciąż są ogromne.

Natalia Bacławska bez ogródek o sprawcy wypadku

Fragment nagrania Żurnalista opublikował na Instagramie jeszcze przed emisją całej rozmowy. Partnerka posła powiedziała w nim, jak sama zachowałaby się na miejscu kierowcy, który doprowadził do śmierci drugiego człowieka. Odpowiedź padła bez wahania.

Gdybym była na miejscu osoby, która zabiła drugą osobę, pierwsze, co bym zrobiła, to na kolanach przyszłabym do rodziny (…) natomiast ten człowiek zaczyna robić z siebie ofiarę

– przyznała Bacławska w rozmowie z Żurnalistą.

Zdaniem partnerki posła sprawca kwietniowej tragedii poszedł dokładnie w drugą stronę i sam zaczął występować w roli poszkodowanego. To jej ocena, a nie ustalenie śledczych ani rozstrzygnięcie sądu. Zażenowania nie ukrywała.

To nie pierwszy raz, gdy Bacławska mówi publicznie o tym, co przeżyła po śmierci partnera. Wcześniej rozmawiała z redakcją Gazety Wyborczej, a o pierwszych dniach po stracie opowiadała w telewizji. Teraz poszła o krok dalej i oceniła samego kierowcę.

Sprawca wypadku wciąż czeka na proces

Za kierownicą siedział 57-letni Sławomir K., mieszkaniec Sosnowca. Mężczyzna tłumaczył, że w chwili potrącenia na moment stracił przytomność, a w późniejszych wypowiedziach podkreślał, że nie pamięta samego zdarzenia. Trafił do aresztu.

Wyszedł z niego po trzech dniach, po wpłaceniu 40 tysięcy złotych poręczenia majątkowego. W maju Sąd Okręgowy w Sosnowcu uchylił wobec niego wszystkie środki zapobiegawcze. Usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, za który grozi mu do ośmiu lat więzienia.

Na początku sierpnia sam zabrał głos w rozmowie z Faktem. Mówił o piętnie zabójcy, z którym musi żyć, oraz o tym, że bardzo żałuje tego, co się stało. Tłumaczył, że oczy otworzył dopiero wtedy, gdy jego auto stało już w rowie. Był zbyt roztrzęsiony, żeby wykręcić numer alarmowy.

Życiorys kierowcy badali wcześniej śledczy, o czym pisaliśmy przy okazji ustaleń prokuratury. Badania nie wykazały u niego substancji wpływających na percepcję. Telefonu w chwili wypadku nie używał. Na wyrok wciąż czeka.

Natalia Bacławska walczy o dzieło zmarłego posła

Przypomnijmy, że Łukasz Litewka zginął 23 kwietnia 2026 roku w Dąbrowie Górniczej. Poseł Nowej Lewicy miał 36 lat i jechał rowerem ulicą Kazimierzowską, gdy potrącił go samochód marki Mitsubishi Colt. Śledczy ustalili, że do zderzenia doszło o godzinie 13.14. Polityk rozmawiał wtedy przez telefon, ale korzystał ze słuchawki i przepisów nie złamał.

Jego śmierć wywołała lawinę spekulacji, a policja dementowała krążące w sieci plotki o zatrzymaniu partnerki polityka. Od tamtej pory toczy się też spór o spuściznę po pośle. Bliscy zmarłego powołali 9 lipca Fundację imienia Łukasza Litewki, a Bacławska jest wśród jej założycieli.

Równolegle działa TeamLitewka, nad którą kontrolę przejęły osoby związane z sosnowiecką spółdzielnią mieszkaniową Hutnik. Partnerka posła skarżyła się przy tej okazji na obce osoby pojawiające się pod jej domem i mówiła, że sprawę zgłosiła służbom. Sama podkreśla, że chce dokończyć pracę partnera na rzecz zwierząt. Kariery w polityce nie planuje.

W lipcu Bacławska pojawiła się w Sejmie, gdzie apelowała o pilne zmiany w ochronie zwierząt. Teraz mówi o czymś zupełnie innym. Chodzi o skruchę, na którą wciąż czeka.

Źródło zdjęć: Instagram Żurnalisty/Wikipedia- Autorstwa Adrian Grycuk – Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=139534203