
Nic nie wymaga tak szczelnych zasłon jak życie wewnętrzne.

Ludzie są jak węzełki: nie wiadomo,
co się w nie zbierze i czy dadzą się rozplątać.

Chodząc ulicami, płaczę do siebie. Nie za bardzo, więc nikt nie zauważa.

Nie spotkają się już nigdy w odpowiednich proporcjach słowa i dotknięcia; smaki i zapachy; temperatura i światło. Żeby aż tak, nie do wiary, poczuć i posmakować.