
Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.
Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.
Wiem, wiem, to trudne, jednako trzeba wziąć się w garść, żeby żyć, choć nie ma po co.
Trzeba umieć milczeć o tym samym, a nie tylko o tym samym mówić.
Sens istnieje. Tylko jest ukryty przed nami. Ukryty zbyt dobrze.
Stoję, wahając się, co mam
wprzódy czynić. I nic nie czynię.
Nie ma dokumentu, więc nie ma i człowieka.
Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.
I byłoby to wszystko śmieszne, gdyby nie było takie smutne.
W miłości urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, pozostając mimo to dwiema osobami.
Dla większości ludzi niedowierzanie w jedną rzecz opiera się na ślepej wierze w inną.
Może prawdziwe uczucie to nie nagły płomień, trzęsienie ziemi. Może wystarczy dotknięcie dłoni, silny uścisk ramion, łagodny głos. I może nie od razu zmienia świat, a jedynie dwa życia na lepsze, trochę spokojniejsze i nie tak strasznie samotne.