
Nie da się ukryć prawdy na dno butelki wina. Można ją tam wrzucić, przykryć korkiem, powiedzieć sobie, że już nie istnieje, ale kiedy butelkę otworzysz, prawda zawsze się wydostanie. Jest jak ten zły pieniądz, który ciągle wraca.

Mężczyźni są jak wino. Najpierw muszą dojrzeć, aby stać się najlepszymi. Niektórzy nigdy nie dojrzewają, a ci co dojrzeją, są naprawdę wyjątkowi.

Mężczyzna jest jak wino - im starszy, tym lepszy. Ale jeśli jest niewłaściwie przechowywany, staje się kwasem. To jest prawidłowe zarówno dla mężczyzn, jak i wina.

Mówili: pij wina tylko dobre i z zaufanymi ludźmi. Tak więc, proszę Pana, piję sama.

Wino to poezja zaklęta w butelce.

To, co smakuje specjaliście, niekoniecznie może smakować zwykłemu konsumentowi. I na odwrót.

Jest coś ujmującego, a zarazem niepowtarzalnego w promyku zachodzącego słońca. Dociera do kieliszka czerwonego wina, zahacza o lśniące szkło, następnie muska zewnętrzną warstwę trunku, na której tworzy złocistą poświatę. Powoli zanurza się w głębinie rozkosznych smaków, by w końcu, niczym zmysłowa baletnica, wykonać subtelny piruet na dnie kieliszka.

Można utopić rozum w winie, ale nieszczęścia utopić się nie da.

Czyż może być gorsza profanacja niż przepuszczenie chleba i wina przez swoje trzewia, by następnie wydalić je jako ekskrementy?

Idea nie jest rzeczywistością, idea wina nie jest winem, idea kobiety nie jest kobietą.

Krzyż... chleb i wino... konfesjonał... to tylko symbole.
Gdy zabraknie wiary, krzyż zamienia się w zwykły kawałek drewna, chleb w upieczoną mąkę, a wino w kwaśny sok z winogron.

Odrobina szczerej odrazy może mieć odświeżające działanie, jak cierpkie wino po zbyt słodkim deserze.