
Musimy żyć. Żyć tak, by później nikogo nie musieć prosić ...
Musimy żyć. Żyć tak, by później nikogo nie musieć prosić o wybaczenie.
Śmierć jest jak wyjście do pokoju obok.
(...) Ludzie noszą w sobie bardzo widoczny strach. Nerwice, depresje, nałogi świadczą o tym, że wielu z nas czuje podskórnie, że przez lata zgromadzili w sobie kwas, który teraz zaczyna się ulewać.
Świat należy do zuchwałych, a nie do młodych i bogatych.
Trzeba czegoś więcej niż ludzki krzyk, żeby obudzić umarłych.
Wieczność jest bardzo nudna, szczególnie pod koniec.
Każdy ma swoją mroczną tajemnicę.
Chciałabym, żeby mój cień wstał i szedł obok mnie.
Bo ostatecznie, że ktoś widział kombinację modliszki z lokomotywą walczącą z wyciorem do lampy, jakimś dziwnym cudem uhipopotamionym, to jeszcze nic nie mówi o jego możliwościach moralnego udoskonalenia.
Był zdecydowany. Był silny. Był więc bardzo jakiś, nawet za bardzo jakiś. Nie wiedział, czym jest wyrzeczenie się kontroli nad samym sobą, nad tym, czym się jest. Nie miał pojęcia, czym jest ta cudowna rezygnacja, abdykacja, wyrzeczenie się władzy nad własnym znaczeniem, własną wartością, własnym życiem.
Jak to jest, że mogą w nim być dwa tak sprzeczne uczucia?